48 myśli w temacie “Gościniec 2017-01-02

  1. Na progu Nowego Roku

    http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19438&Itemid=80

    Jeremi Przybora „Baśnie Szecherezadka”, 1966

    [pół wieku minęło, jak z bicza trzasł, czas więc przypomnieć. MD]

    (Opowiadania noworoczne panów: Dozorcy, Kominiarza, Listonosza.

    Opowieść dozorcy

    Jakoś tak w Nowy Rok Wieczorem, po odejściu ostatnich znajomków, wyszedłem sobie przed dom, żeby odetchnąć trochę przestrzenią międzyplanetarną i łyknąć mleka z Mlecznej Drogi. Stoję więc sobie i łykam, aż tu patrzę – coś czarnego dynda na wysokości mniej więcej dziewiątego piętra bloku V-go przy ul. Kraniaka i Dziwalewicza 18. Spostrzeżenia mojego nie mam z kim skonfrontować, bo ulica puściutka, jak wymieciona, więc konfrontuję sam ze sobą.

    I cóż to tak dynda? Już po chwili mogę sobie odpowiedzieć: Mężczyzna dynda na linie, na wysokości… dwa… trzy… pięć… Dziewiątego, tak – dziewiątego piętra. -Powiesił się? – Powiesił. Ale za nogę. Na nodze dynda. – I dlaczegóż to za nogę? – pytam siebie dalej. – Bo ja wiem… – odpowiadam sobie. – Może z tego zdenerwowania nie miał głowy do wieszania się. A facet spokojniutko dynda sobie dalej, głową w dół, na prawej nodze. Nie daje znaku życia. A może omdlał tylko, albo zamyślił się? I tak stałem, pogrążony w wątpliwościach, a on dyndał.

    Wreszcie postanowiłem działać. – Pójdę, spróbuję go wciągnąć na tej linie na dach. A dlaczego nie miałbym wciągnąć? Krzepę mam, to wciągnę. Przezwyciężę prawo ciążenia i wciągnę na dach, a tam już zobaczę, kto zacz, żyje, nie żyje itd. Winda akurat czynna była, więc wjechałem na górę, wlazłem na dach. Patrzę z dachu: kominiarz tak dynda. Próbuję wciągnąć – ciężki kominiarz, najedzony po świętach. W dodatku wciągać trudno, bo i ja najedzony, w kożuchu, a lina okręcona dokoła rury wentylacyjnej. Wciągać W dodatku trzeba by ostrożnie, żeby nosem kominiarza nie zaczepić o gzyms jaki, czy coś takiego, bo nie wykluczone, że przystojny chłopak, więc mu nos potrzebny. Za to widzę, że lina długachna i gdyby tak po trochu odkręcać i popuszczać – kto wie, czy nie starczyłaby do ziemi. No i zacząłem popuszczać po parę metrów. Co popuszczę parę metrów, to odpoczywam, bo kominiarz, im bliżej ziemi, tym drań cięższy. Bezwładnieje tak, czy ja się męczę, czy ziemia bardziej przyciąga, im ma bliżej grawitanta. Ale wyglądać z dachu mi się nie chce, bo odczuwam lęk wysokości i mdli mnie od patrzenia w dół.

    Wreszcie, kiedy zostało mi jeszcze ze dwa metry liny, poczułem luz na dole. Najwidoczniej spuściłem kominiarza na chodnik i tam go sobie obejrzę – co też mu może dolegać. Odpocząłem sobie chwileczkę, a potem skusiło mnie, żeby rozrywką wieczór zakończyć i zjechać sobie na dół po linie. Uwiązałem linę mocno na dachu i zjechałem w dół. Oczywiście na samym dole zacząłem uważać, żeby nie wpaść na leżącego kominiarza. I wyobraźcie sobie, kochani, moje zdumienie, kiedy okazało się, że żadnego kominiarza tam nie ma. Jest natomiast jeleń. Właściwie zwłoki wspaniałego, ogromnego jelenia z rozłożystymi rogami! A kominiarz znikł bez śladu. Przyznam się, że od owej nocy, kiedy to wróciłem do domu z pięknym jeleniem na barkach, mistycyzuję nieco. To znaczy dopatruję się Palca Nadprzyrodzonej Instancji w tej dziwnej historii, która nagrodziła moją troskę o wiszącego człowieka wspaniałym bykiem, co to z niego pieczeń z kartofelkami „paille” i duszonymi śliwkami, o ile oczywiście podlana Maderą – palce lizać!

    Opowieść kominiarza

    Jak wiecie, kochani, nasze czasy, to już nie czasy kominiarzy. Jest ich jeszcze sporo, nawet jeżeli pominąć przebranych, ale już nie rozmnażają się. Nie widuje się też zupełnie kominiarczyków. Zapewne brak kominów i centralne ogrzewanie niemało wpływają na ten stan rzeczy, ale i brak serca ze strony mieszkańców nowoczesnych dzielnic odgrywa w tym niewątpliwą rolę.

    Skoro bowiem zakłada się na drzewach parków i skwerów domki dla odlatujących ptaków, to czy na dachach wieżowców nie można by stawiać kominów dla odchodzących w przeszłość kominiarzy? Niestety, mój osobisty apel o taki komin do mieszkańców punktowca przy ul. Kraniaka i Dziwalewicza 18 nie odniósł skutku i, przyznaję, postanowiłem zemścić się na tych nieczułych ludziach.

    W późny Wieczór noworoczny znalazłem się na dachu wspomnianego bloku z walizką sadzy, żeby napuścić jej do rur wentylacyjnych, prowadzących do mieszkań nieżyczliwych mi lokatorów. Dla moich celów postanowiłem posłużyć się liną, umaczaną W sadzy. Kiedy jednak okręciłem powróz dokoła jednej z rur, poślizgnąłem się i zawisłem głową w dół, na nodze, zaplątanej w linę, na wysokości mniej więcej dziewiątego piętra.

    Sytuacja moja była opłakana i otwierałem już usta do wołania o pomoc, kiedy wzrok mój padł do wnętrza jakiegoś mieszkania, w którym dwoje ludzi diametralnie różnej płci składało sobie dowody wielkiego przywiązania, i krzyczeć w takich okolicznościach byłoby ze strony dżentelmena, nawet wiszącego, grubym nietaktem. Zresztą może na skutek niebanalnego punktu widzenia głową w dół na tę banalną scenę, czas zleciał mi szybko i, kiedy mężczyzna, włożywszy marynarkę (bodajże pocztowca) opuścił panią domu, tkliwie przez nią żegnany, zebrałem myśli i przypomniałem sobie o konieczności wezwania kogoś na ratunek. Ale w tej samej chwili lina drgnęła i puściła, tak że obsunąłem się o całe piętro niżej. Kiedy ochłonąłem z wrażenia í uprzytomniłem sobie, że jednak nie spadam dalej, znów zobaczyłem przez okno mieszkania na tym piętrze wchodzącego tam pocztowca, którego pochwyciła w objęcia lokatorka, prawdopodobnie główna. Już jednak po chwili widocznie mnie zobaczyła, bo zrobiła ustami ruch, który wskazywał, że krzyknęła, a spłoszony pocztowiec wybiegł spiesznie z mieszkania. Natychmiast też okno zasłoniło się, a lina znów puściła.

    Zawisłem tym razem przed oknem, którego parapet zdobił wspaniały zając. Oczami wyobraźni ujrzałem go natychmiast z buraczkami w śmietanie… Toteż i tu nie wołałem o pomoc, a po prostu wziąłem sobie zająca, którego Opatrzność dawała mi najwidoczniej, żeby mi wynagrodzić moją ciężką sytuację.

    Następne puszczenie liny zainstalowało mnie o dwa piętra niżej, przed oknem, za którym mężczyzna w marynarce pocztowca, wiszącej chwilowo na poręczy krzesła, składał życzenia przystojnej lokatorce niskiej już dosyć kondygnacji. Nie to mnie jednak tutaj absorbowało, a zbieranie sił do odbioru pięknego jelenia, którym częstowała mnie z kolei Opatrzność za wzrastające bohaterstwo moich poczynań. Upolowany jeleń, uwiązany do okna, był ciężki i, żeby mieć wolne ręce, przytroczyłem sobie do pasa zająca i wianuszek jarząbków, przejętych po drodze w czasie opuszczania się liny. Z jeleniem było mi ciężko, ale też już i nisko. Jeszcze jedno drgnienie liny i trzymając go za nogi, uderzyłem rogami w szybę mieszkania na parterze.

    To mnie trochę zaniepokoiło i nadludzkim wysiłkiem, podkurczając nogę, na której wisiałem, podciągnąłem się nieco na linie, żeby ktoś, kto usłyszał stukanie, nie zobaczył mnie, wyglądając przez okno. W czasie tych zabiegów odwiązały mi się jarząbki i upadły, ale z okna chyba nikt nie wyglądał. Już po chwili lina opuściła mnie łagodnie na chodnik koło domu. Jeżeli mówi się o złośliwości martwych przedmiotów, to lina ta była chyba najżyczliwszym, jaki zdarzyło mi się w życiu spotkać. Ale jarząbków nie było. Był jeleń i zając, a jarząbki znikły, jakby nagle ożyły i odleciały. Musicie przyznać, kochani, że było w tym coś zdumiewającego.

    Ale to jeszcze nie wszystko. Kiedy wszedłem na klatkę schodową, żeby ogrzać się nieco, bo zmarzłem strasznie, pozostawiony przez chwilę na ulicy jeleń też ożył w tajemniczy sposób i zniknął. Nie było go, kiedy wyszedłem. Pozostał mi tylko zając, przytroczony do mego pasa.

    A przyznam się, że mistycyzuję nieco od owej nocy, kiedy to Nadprzyrodzona Instancja, obdarzywszy mnie zrazu tak hojnie, zażądała potem wydania reszty ze swych darów, pozostawiając mi zresztą i tak najcenniejszy, bo życie, i najsmaczniejszy, bo zajączka, o którym powszechnie wiadomo, że z buraczkami, w śmietanie – palce lizać!

    Opowieść listonosza

    Owego Noworocznego wieczoru udałem się na ulicę Kraniaka i Dziwalewicza 18, żeby złożyć życzenia noworoczne lokatorkom klatki C bloku V-go. Zdziwicie się może, dlaczego akurat – lokatorkom? Otóż klatkę C zamieszkują tam wdowy słomiane po członkach pewnej spółdzielni, których udział W ruchu spółdzielczym pozbawił w efekcie swobody ruchów na przeciąg lat od 5-ciu do 8-miu. W tym, że nieszczęsne kobiety nie załamały się po tym ciosie, było sporo mojej zasługi. Nie szczędziłem im mianowicie, przy okazji wręczania korespondencji, serca głęboko współczującego, a serce mam tkliwe, zbudowany też jestem na schwał, twarz mam urodziwą, a obejścia jestem delikatnego. W rozmowie to tu, to ówdzie błysnę dowcipem, tak że rozbawię i zainteresuję, i atmosferę stworzę odpowiednią. Życzenia zacząłem składać owego wieczoru, poczynając od 9-go piętra, tzn. numerując dla ułatwienia narracji moje adresatki – od Dziewiątki, która bynajmniej nie była „starą dziewiątką”… (Wspominałem, że potrafię i dowcipnie coś napomknąć.) No i jak to bywa- „Dosiego! Dosiego!…”

    A to ucałowanie rączek, a to – buzi i tak od serdeczności do serdeczności… Ani się obejrzeć, kiedy czas było iść dalej na niższe kondygnacje. Ósemki nie zastałem w domu. Siódemka była. No i znów „Dosiego! Dosiego!… Zdrowia, bo to najważniejsze itd…” Aż tu nagle urocza Siódemeczka spojrzy w okno i jak nie krzyknie! Cały nastrój pryska, bo też i widzę – facet za oknem, zwieszony widać z wyższego piętra, bo głową w dół. Siódemka zasłania szybko okno, a ja, speszony, opuszczam jej progi. Do czego to niejednokrotnie prowadzi pusta ciekawość! Do ryzykownego wywieszania się z okna za nogi, głową W dół, żeby zobaczyć, co dzieje się piętro niżej! Przyznam się, że ten incydent wytrącił mnie nieco z równowagi i przez kilka dalszych pięter nie przykładałem się do życzeń noworocznych tak, jakby na to adresatki, zwłaszcza Czwórka i Trójka, zasługiwały.

    Dopiero ciepłe, gościnne przyjęcie u Zerówki, na parterze, uwolniło mnie od przykrego wrażenia z siódmego piętra. Życzenia, jakie zacząłem jej składać, byłyby też niewątpliwie najlepszymi, gdyby nie nagłe stukanie w szybę, które rozległo się ni stąd, ni zowąd, zupełnie nie w porę. Z cichym okrzykiem ,,mąż”! – Zerówka wyrwała się z moich objęć noworocznych, by zemdleć opodal. Zaniepokojony nie na żarty podbiegłem do okna i odsłoniłem je na chwilę. Rzeczywiście mignęło w nim coś jakby zarys rogów, ale to było niechybnie złudzenie, bo kiedy otworzyłem okno na chwilę i wyjrzałem, nikogo na ulicy nie było. Natomiast poczułem na szyi jakby ktoś mi zarzucił na nią boa, ciężkie boa z piór. Cofnąłem się do wnętrza i stwierdziłem, że jest to wianuszek ślicznych jarząbków. Znów wyjrzałem – nikogo. Zamknąłem okno i zacząłem intensywnie zastanawiać się nad niezwykłym wydarzeniem.

    Jarząbków było dokładnie tyle, ile złożonych przeze mnie na klatce C życzeń noworocznych. Spojrzałem na zemdloną panią domu. Lada chwila mogła się ocknąć i wtedy wypadałoby dzielić się z nią moim tajemniczym trofeum. Nie, uczucie, jakie dla niej żywiłem, nie było aż tak silne… Wybiegłem więc na palcach, a jarząbki jakby mi skrzydeł użyczyły w drodze powrotnej do domu. Przyznam się, że od owej nocy mistycyzuję nieco. Trudno bowiem się nie dopatrywać w tej historii interwencji Nadprzyrodzonej Instancji, która wynagrodziła moją pełną oddania Poczcie Naszej służbę, darem z przepysznych ptaszków. Podane, z borówkami zwłaszcza – palce lizać!

    Polubienie

  2. Upiorny Sylwester

    http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19439&Itemid=80

    Jeremi Przybora „Baśnie Szecherezadka”, 1966

    Na kilka lat przed wybuchem drugiej wojny światowej otrzymaliśmy z przyjacielem zaproszenie od hrabiego Ć. na przyjęcie sylwestrowe w jego dobrach Ż. Zaproszenie to, trzeba podkreślić, powitaliśmy niechętnie, ponieważ już wtedy poglądy nasze były postępowe, miejscami wręcz radykalne. Perspektywa spędzenia Sylwestra i kilku dni Nowego Roku w twierdzy feudalizmu, jaką były dobra Ź., nie nęciła nas zbytnio. Jeżeli więc nie odrzuciliśmy zaproszenia, to tylko po to, by przy bażancie z rożna czy kieliszku Xeresu nie szczędzić hrabiemu i jego zacofanemu, arystokratycznemu otoczeniu dowcipnych i zjadliwych, chociaż siłą rzeczy nie pozbawionych taktu, aluzji pod adresem ginącej kasty, jaką reprezentowali. Dlaczegóż bowiem mieliśmy się pozbawić okazji do podgryzania korzeni feudalizmu, nawet jeżeli miałyby one mieć smak bażanta?

    Na stację Ń. przybyliśmy, mimo wyczerpującej podróży koleją, w doskonałych humorach, zaprawionych taką dozą sarkazmu, że pobyt nasz w dobrach Ź. upamiętniłby się na długo we wspomnieniach hrabiego Ć., gdyby okoliczności naszego spotkania z tym arystokratą nie przebiegły w sposób tak zdumiewający, jak to się okaże wkrótce z naszego opowiadania.

    Przed stacją Ń. czekały na nas sanie, zaprzężone dwa gniade folbluty. Bogato przez naturę wyposażone ogiery zdawały się być dwoma pegazami, schwytanymi w zdobne janczarami siatki przez poetę kozła i bicza, wiernego stangreta Nikodema. Oczywiście wiernego hrabiemu, nie nam.

    Ale czymże był zaprząg i woźnica wobec zakutanej w dachy, szuby i lisiury pięknej hrabianki Fryderyki, która puszczała oto lekkie obłoczki pary z tylnego siedzenia sań, witając nas swym urzekającym uśmiechem. Miał ją hrabia z żony włoszki, podobnie jak większość swych dzieci – z prawego łoża, co przypisywano głównie temu, że był mańkutem.

    Po krótkich powitaniach ruszyliśmy w drogę bezkresną, śnieżną równiną tamtejszych połaci. A były to czasy kiedy zadymki grasowały bezkarnie po kraju, ponieważ meteorologia ówczesna nie stała jeszcze tak wysoko jak dzisiejsza. Toteż kiedy nagle twarz pięknej hrabianki zaczęła nam znikać z oczu w białym obłoku śniegu, zawołaliśmy z przyjacielem: – Oho, zamieć! Dopieroż zbłądzimy!

    Kiedy zamieć ustała, hrabianki Fryderyki nadal nie było widać, bo zapadł już zmrok sylwestrowy. Słyszeliśmy tylko, jak wierny Nikodem drapie się w głowę. Snadź nawet jego kocie oczy nie mogły rozeznać się w obcej okolicy. Zacząłem sprawdzać po omacku, czy smukła arystokratka znajduje się nadal w saniach i odetchnąłem z ulgą, kiedy zostałem spoliczkowany. Była. Po chwili zresztą wykrzyknęła jakże naiwnie: – O! Robaczki świętojańskie! Ale to nie były robaczki. Z głębi otaczającego nas mroku świeciły oczy wilków. W tej samej chwili konie, rżąc chrapliwie, zerwały się do panicznego galopu, a my obaj rzuciliśmy się do broni, by prażyć z niej w krwawe płomyki wilczego głodu. Strzelaliśmy ogniem huraganowym. Odgłos naszych strzałów zwielokrotniała echem ściana pobliskiego lasu jakby kontr- kanonadą.

    Światełka wilczych oczu gasły jedno po drugim, chociaż z całą otwartością stwierdzam, że nie strzelamy z przyjacielem celnie, czego przykrym dowodem okazał się w pewnej chwili brak stangreta Nikodema na koźle. Kiedy to stwierdziliśmy, przyjaciel w odruchu opiekuńczym objął natychmiast hrabiankę, która go też natychmiast spoliczkowała, a ja skoczyłem na kozła, by chwycić za lejce. Konie gnały jak oszalałe. Puściłem hrabiankę i strzelałem jeszcze czas jakiś, aż do wyczerpania się amunicji. Kiedy to nastąpiło, pozostały jeszcze przy życiu dwa ogromne samce wilcze, które dognały nas i rzuciły się na cwałujące konie, pożerając je od zadów. W miarę jednak jak konie znikały w paszczach wilków, wilki wprzęgły się w ich uprząż. Już wkrótce mknęliśmy apokaliptycznym zaprzęgiem w dwa żarte, nażarte żertwą pożartych koni basiory.

    Sytuacja była groźna i wymagała natychmiastowej decyzji. W rozpędzonych bestiach lada chwila mógł się zbudzić ponowny głód pod wpływem ruchu na świeżym powietrzu… A wtedy… Wyrzuciłem zemdloną od dawna hrabiankę z sań i sam wyskoczyłem, a przyjaciel poszedł w moje ślady. Niestety piękna Fryderyka zapodziała nam się w śniegu kopnym do tego stopnia, że nie sposób było nam ją odnaleźć. Próżno zanurzaliśmy dłonie w śnieżne zwały. Nikt nas nie policzkował. Smutni do ostateczności postanowiliśmy poniechać naszych bezowocnych wysiłków.

    Kiedy rozejrzeliśmy się dokoła, spostrzegliśmy nagle W odległości około 100 metrów karczmę z oknami rozjarzonymi rzęsistym światłem. Kiedy wchodziliśmy na jej ganek, z wnętrza dobiegły nas ostatnie uderzenia zegara bijącego północ. Pchnęliśmy drzwi i znaleźliśmy się wśród bogatego tłumu sylwestrowego, wiwatującego na cześć Nowego Roku. Z tłumu wyłonił się hrabia Ć., z pucharem w dłoniach, a za nim hajduk z kielichami, przeznaczonymi dla nas. Hrabia powitał nas wprost wylewnie, ściskając nas i pojąc szampanem. Czuliśmy się skrępowani, bo w oczach stała nam żywo, martwa zapewne już, hrabianka Fryderyka. Ale kiedy wkrótce i ją zobaczyliśmy wśród sylwestrowej ciżby, opuściło nas skrępowanie. Rzuciliśmy się w wir cudownej zabawy, którą hrabia Ć. z tak wielkopańską fantazja zorganizował w starej, opuszczonej karczmie. Zabawa trwała do świtu.

    Kiedy jednak zapiały pierwsze kury, nagle znaleźliśmy się z przyjacielem sami w pustej, walącej się gospodzie. Wokół nie było żywego ducha. Ani hrabiego Ć., ani hrabianki, ani ich świty i gości…

    Już następne dni przyniosły rozwiązanie tej zdumiewającej zagadki. Otóż zadymka sprawiła, że śpieszący nam na spotkanie kulig z hrabią Ć na czele znalazł się za stadem goniących nas wilków. Kiedy zorientowali się w sytuacji, jednocześnie z nami zaczęli strzelać do drapieżników. To ich strzały braliśmy za echo naszych. Strzelali celnie i kładli wilki pokotem. My braliśmy nieco za wysoko. Strzały nasze przenosiły nad wilkami. Jak już wspomnieliśmy, nie strzelamy z przyjacielem zbyt precyzyjnie, chociaż tym razem były to strzały niestety celne… A jednak, kiedy nieświadomi niczego, bawiliśmy w karczmie na uroczysku z duchami hrabiego i jego świty, najmniejszą aluzją nie dali nam oni do zrozumienia, że to myśmy ich… jakby to powiedzieć… z broni palnej…

    Tak wychowani to byli ludzie! Tym lepiej stało się, że i myśmy się powstrzymali od planowanych docinków pod adresem hrabiego Č. Wobec ducha nie byłoby to w porządku, a już wobec ducha człowieka przez nas samych… „uduchowionego” – byłoby to zachowaniem się niżej wszelkiej krytyki.

    Polubienie

  3. Ogar poszedł w las.

    http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19442&Itemid=80

    [Miałem Objawienie. Teraz każdemu to przysługuje, nawet wariatce – Mieczysławie K. z Czikagowa. A co, ja gorszy? No, może to zresztą był sen.. Ale pokazał mi się Starszy Pan, nie kompozytor, lecz Ten Drugi. Bardzo poważnie nakazał, by przypominać Publice klasykę. Więc to robię. MD]

    ===================

    Jeremi Przybora „Baśnie Szecherezadka”, 1966

    Czytujemy z przyjacielem literaturę już właściwie od dzieciństwa, ale pamięci do rzeczy przeczytanych nie mamy. Czasem coś tak jakby człowiekowi świtało – jakieś postacie, zdarzenia jakieś… Ale z jakiej to książki, jakiego to autora, rzadko pamiętamy. Ot, choćby ostatnio mieliśmy takie ciekawe zdarzenie, osnute na wątku literackim. Znajomi z dzielnicy podmiejskiej zadzwonili do nas z prośbą, żebyśmy przyjechali i wyprowadzili pieska na spacer. Pani domu dokądś poszła, a panu domu nie chciało się, czy coś takiego.

    No więc oczywiście pojechaliśmy, wyprowadzilíśmy. A sprawa nie była łatwa, ponieważ i pieskowi nie chciało się spacerować. Był to ogar, przedstawiciel ginącej podobno rasy ogarów polskich, W związku z czym smutny, nawet apatyczny. Taki ogar wygląda jak bardzo duży jamnik na bardzo krzywych nogach, które mu wyprostowano.

    Jak wspominałem, nie chciał on spacerować. Zaparł się wszystkimi czterema łapami, więc przyjaciel go po prostu musiał przesuwać, pchając od tyłu rękami za lędźwie – tego ogara. A ja znowu usuwałem z drogi przeszkody, żeby się łatwiej zwierzę przesuwało. I podczas tego suwanego spaceru coś mi zaczęło świtać à propos ogara, więc pytam przyjaciela: – Nie pamiętasz, z czego takie zdanie: ,,Ogary poszły w las…”?

    Ale na dźwięk tych słów w naszego psa jakby nowy duch wstąpił. Podkulony ogon wyprostował mu się aż do linii grzbietu, głowę podniósł, uszy nastawił i wietrzyć zaczął. A po chwili jak nie puści się w nieznanym kierunku! Tyle że zdążyliśmy złapać smycz i, pociągnięci przez gończego, pomknęliśmy przed siebie, co pies wyskoczy!

    Najpierw mknęliśmy przez dzielnicę podmiejską, potem przez glebę jakąś rolną, a wreszcie wpadliśmy do jakiegoś lasu, gdzie ogar urwał był nam się i poszedł w las… Echo jego grania słabło coraz bardziej, aż wreszcie utonęło w milczeniu leśnym. Znowu zaczęliśmy sobie przypominać, skąd by mogło być zaczerpnięte to zdanie: „Ogary poszły w las…”

    Aż tu nagle rozlega się tętent galopującego rumaka… Patrzymy: pędzi wierzchowiec z amazonką na wierzchu. Pod słowem amazonka rozumiemy tu jeźdźca płci żeńskiej z dwiema piersiami, a nie starożytną wojownicę z jedną. Wyjaśnienie chyba na miejscu ze względu na rzadkość amazonek obu odmian w naszym życiu obecnym. Im bliżej nas tych dwoje, tym jaśniej zaczynamy uświadamiać sobie, że nie kobieta nad zwierzęciem, ale zwierzę dominuje nad kobietą. Że rumak swą panią, co tu ukrywać, ponosi. Pa ta taj! Pa ta taj!

    Ale oto drugi tętent (patataj, patataj) daje się słyszeć i zza zakrętu, który przed chwilą chlusnął przerażoną amazonka, jeździec wypada dorodny i na ogierze jeszcze, jak się okazuje, ściglejszym, dogania ofiarę końskiej lekkomyślności. Jeszcze chwilka i bachmaty zrównują się, jeździec ściąga wodze, które w dłoniach tej pani były tak bezradne, koń amazonki, zdarty w miejscu, staje jak wryty, a dorodny mężczyzna chwyta ocaloną wpół i ustami do ust jej, proszę was, przywiera! I wtedy to młoda i piękna dziewczyna odpycha go i tnie szpicrutą przez pysk. Cięty wybawca wali się, proszę was, z konia, ścigany pogardliwym wyzwiskiem w języku francuskim „imbécile!”, a pani odjeżdża i niknie za kolejnym zakrętem drogi. Pan z czerwoną pręgą przez twarz wskakuje na swego wierzchowca i również znika nam z oczu. I po chwili znów tylko las i my z przyjacielem.

    A że nawinął nam się drwal okoliczny, pytamy go, skąd bierze się tutaj taka scena? – Jak to skąd? – mówi drwal. – Fizycznego pytacie, a wyglądacie na umysłowych. Ja tam wam mówił nie będę!

    Polubienie

  4. Niestety ja tez mam to skrzywienie tzn. kocham Rosjan. Roznych rzadzacych w Rosji* – niekoniecznie kocham ale zwyklych Rosjan po prostu kocham. I tyle.

    zeby nie bylo watpliwosci – zaluje, ze prezydent Putin jest prezydentem Rosji a nie prezydentem Polski.
    …………………………………………………

    Aleksander Jabłonowski, rusofobia geneza wirusa – Maciej Poręba

    Polubienie

  5. Henryk Pająk w książce „Bestie końca czasu” cytuje Johna Colemana:

    „Komitet 300” rozkazał Klubowi Rzymskiemu zniszczenie Kościoła katolickiego oraz przygotowanie warunków do interwencji sowieckiej w Polsce. Solidarność była tworem Zbigniewa Brzezińskiego z Komitetu 300. To Brzeziński wybrał nazwę tego „związku zawodowego”, wytypował jego organizatorów i przywódców. Nigdy „Solidarność” Brzezińskiego i jego kumpli z Klubu Rzymskiego nie była „ruchem pracy”. Była to masowa, populistyczna organizacja stworzona po to, aby wywołać zmiany w bloku sowieckim, absolutnie konieczne do kontynuowania budowy Jednego Rządu Światowego”.

    Polubienie

  6. Gucio says:

    Lista „prawdy”?
    Prosty test – poszukałem na niej JKM`a. Oczywiście był. Korwin – Ozjasz Goldberg?
    Przodkowie po mieczu JKM sprowadzili się w XVIII wieku do Warszawy, byli ewangelikami, z zawodu cukiernicy. Wymysł Ozjasza Goldberga pochodzi od Leszka Bubla. Wszędzie szukał żydów, bo „żydami byli wszyscy”. Pierwotne nazwisko JKM to Mücke, jego dziadek z tym nazwiskiem zmarł, ojciec Ryszard je spolonizował na Mikke.
    Sam JKM tak pisze o tej sprawie (opisowo): wiadomosci(kropka)dziennik(kropka)pl, tekst pt. „Korwin-Mikke: Bubel i mnie uważa za Żyda”

    Dobra, ojciec Mikke to Ryszard, zaś matka to Maria Rosochacka, zginęła w Powstaniu Warszawskim. A rodzice Marii Rosochackiej to Helena Głogowska i Józef Rosochacki – „typowo” żydowskie korzenie…

    Na siłę można szukać u Korwina żydowskich korzeni – od strony ojca, prababka JKM była żydówką (Ida Wagner), no ale trzeba by wtedy podważyć zasadę według której żydem jest się od strony matki. Można od biedy uznać, że Korwin jest żydem ćwierć krwi.

    I na koniec filmik z YT: NamZależy Wywiady #14 – Janusz Korwin-Mikke (sam początek).

    Prawdziwe nazwiska „elity polskiej”
    https://prawdaxlxpl.wordpress.com/2010/09/07/prawdziwe-nazwiska-elity-polskiej/

    Polubienie

  7. Czy jest gorszy ustrój, niż demokracja?

    Wydarzenia w sejmie udowadniają po raz kolejny, że demokracja jest złym ustrojem i nie wymyślono gorszego. W kolebce demokracji – Grecji – nie rządził przecież demokratycznie, łatwy do manipulacji, tłum tylko najlepsi – arystokracja.

    Demokratycznie – w drodze głosowania – można podejmować decyzje tylko w gronie najlepszych, najinteligentniejszych, dobrych i altruistycznych osób. W innym wypadku wychodzi na wierzch tylko mierność, głupota, zło i interesowność. Dziwimy się wszechobecność tych zjawisk, tymczasem są one typowe dla tej demokracji, która powszechnie obowiązuje na świecie – demokracji tłumów.

    Statystycznie rzecz ujmując wynik wyborów zależy od powszechności pewnych poglądów i przekonań pośród tłumu.

    Jak doprowadzić do tego, by tłum zagłosował zgodnie z oczekiwaniami prawdziwych władców świata? Uczynić pożądane poglądy i przekonania powszechnymi, przy wykorzystaniu środków masowego przekazu.

    Przecież widać jak na dłoni, jak to działa i widać jaka panikę wywołują informacje niezgodne ze schematem – bo burzą tzw. demokratyczny porządek.

    W takim razie, czy nie istnieje możliwość, by demokracja zadziałała poprawnie? Tak, jak najbardziej, jeśli jest to demokracja wśród głęboko wierzących, prawdziwych chrześcijan, a ponadto musi to być społeczeństwo jednolite co do wyżej wymienionych przekonań.

    Zwróćmy uwagę, że wprowadzanie jakiejkolwiek demokracji poprzedzone jest niszczeniem lub osłabianiem wiary, bo prawdziwa wiara przeszkadzałaby w realizacji prawdziwego celu demonicznej demokracji – zniewolenia człowieka jego własnymi rękami w myśl hasła – „przecież sami wybraliście”.

    Przykłady:

    – Polska demokracja szlachecka – reformacja i „tolerancja” dla innowierców miała osłabić wiarę i umożliwić jeszcze inna tolerancję, która sprawia , że polska szlachta począwszy od XVIII w. przestaje być polska szlachtą.

    – Rewolucje Cromwella w Szkocji zapoczątkowała niechęć protestantów do katolickich Szkotów.

    – Rewolucje Francuska poprzedza działalność racjonalistów osłabiających wiarę; przykładem jednego z pierwszych fake’ów [oszustw] jest „zdobycie” Bastylii.

    – Rewolucje październikowa poprzedza intensywna działalność nihilistów rosyjskich.

    – Rewolucje solidarnościowa w Polsce poprzedza (mające na celu osłabienie wiary) popularyzacja nastrojów konsumpcjonizmu i swobody obyczajowej poprzez politykę „lizania cukierka przez papierek” – realizowaną przez telewizję w latach 70-tych – a następnie pozbawienie ogółu społeczeństwa dostępu do większości porządnych dóbr w latach 70-tych.

    – Rewolucję w KRK poprzedza SWII i zmiana liturgii, co skutkuje osłabieniem wiary, trudnościami w odróżnienia dobra od zła, problemami w ocenie konsekwencji (szczególnie złych) swoich czynów wśród wierzących oraz osłabieniem chęci obrony Tradycji przed kościelnymi nowinkami, które prowadzą do zniszczenia Kościoła i utworzenia z niego atrapy wiary, a nie prawdziwego Kościoła pomagającego ludziom walczyć ze złem.

    „Hołota panoszy się w Sejmie” – tytuł dobry – ona zawsze się tam panoszyła, bo takie są założenia obowiązującego modelu demokracji. Rządzić ma łatwa do kierowania, interesowna, egoistyczna hołota. Osoby niezależne, bezinteresowne albo nie dostają się do parlamentu, albo, jeśli przez przypadek się dostaną, są na różne sposoby eliminowane. Tak wygląda demokracja czyli noblowskie „rządy szubrawców”.

    Najgorsze jest jednak to, że nie sposób niczego zmienić. Trwające 300 lat pranie mózgów zakodowało ludziom w mózgach, że demokracja jest najlepsza, że nie ma lepszego ustroju. Rzeczywiście nie ma… do manipulowania i niszczenia społeczeństwa jego własnymi rękami.

    Yah

    Polubienie

  8. ~Pozdrawiam:

    „Plan Balcerowicza” (tylko z nazwy, aby Polacy nie wiedzieli kto tak naprawdę za nim stoi) z początku lat 90′, napisała finansjera – Georges Soros wraz z Jeffrey’em Sachs’em oraz jego wspólnikiem David’em Lipton’em – przedstawicielem przestępczej organizacji finansowej – MFW.
    Balcerek za ich namową kazał go tylko wdrożyć w życie (pod tą nazwą). Dzięki niemu banksterzy, po upadku ustroju komunistycznego, mieli zacząć rządzić również Polską (i tak się niestety stało).
    – Petru jest ulubionym uczniem Balcerka (Ryszard Petru? Balcerowicz pęka z dumy: „Kiedyś należał do moich najlepszych studentów” wPolityce.pl).
    – KOD, którego czołową postacią jest Petru, jest finansowany przez Sorosa. Wyciekły tajne akta o tym, o dziesiątkach milionów złotych, przeznaczonych na wywołanie drugiego Majdanu (tym razem w Polsce).

    Mam nadzieję, że teraz już każdy z Was wie, o co tutaj chodzi. Czyich interesów oni bronią i jak niewiele (o ile cokolwiek) znaczą dla nich Polacy.

    Wszystkie puzzle pięknie się ze sobą łączą

    Polubienie

  9. Warszawska Gazeta 5 – 12 stycznia 2017 r.
    KOMENTARZ TYGODNIA

    Ks. Stanisław Małkowski
    W ŚWIETLE GWIAZDY BETLEJEMSKIEJ

    Ludzka władza jest darem od Boga i w Nim powinna widzieć swoje źródło i uprawnienia. Bóg króluje w pełni, człowiek tylko częściowo, bo jest ograniczony czasem i miejscem swojego panowania oraz swoimi niedostatkami. Z każdego daru można czynić różny użytek: albo być posłusznym Bogu i w zgodzie z Jego wolą i prawem rządzić w zakresie swojego władania, albo sprawować władzę w sposób samowolny, przypisując źródło władzy sobie lub tym ludziom, którym swoją władzę się zawdzięcza i których poparcie jest warunkiem skutecznego spełniania założonych celów, środków i dążeń. Pokusą jest pycha i bałwochwalstwo władzy, która zamiast kierować się hasłem i zasadą: Któż jak Bóg?, powiada: Któż jak ja lub my?
    Ludzkie słowa poddane są zmianie znaczeń, bywają wieloznaczne i zakłamane. Obrona „demokracji” przez dzisiejszą antydemokratyczną, totalitarną opozycję w Polsce (nomina sunt odiosa), pragnącą przywrócić i utrwalić swoje władanie, którego jedynym ograniczeniem jest posłuszne spełnianie żądań i oczekiwań zagranicznych mocodawców, objawia się jako kpina ze zdrowego rozsądku i parodia wiary.

    Obchodzona 6 stycznia uroczystość Objawienia Pańskiego poganom, zw. świętem Trzech Króli, ukazuje mądrość tych przedstawicieli władzy, którzy odbyli daleką podróż, aby oddać pokłon nowonarodzonemu Chrystusowi Królowi i ofiarować Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. Dary te oznaczają godność królewską, prorocką i kapłańską Chrystusa, a zarazem posłuszeństwo tych, którzy w miłości, wierze i nadziei w tej godności chcą pokornie uczestniczyć. Obłudny i okrutny Herod skierował mędrców ze Wschodu do Betlejem, bo skorzystał z rady arcykapłanów i uczonych ludu, którzy wiedzieli z Pisma świętego, gdzie ma narodzić się Mesjasz, ale sami do Betlejem się nie wybrali, chcąc aby król Herod sam uczynił wiadomy sobie użytek z tej wiedzy. Władza duchowna w królestwie judzkim potwierdziła w ten sposób sojusz z władzą polityczną.

    Kogo więc mamy naśladować: posłusznych Bożemu prowadzeniu królów z daleka, posłusznego diabłu kłamcy i mordercy – Heroda czy posłusznych Herodowi uczonych? Co mamy Chrystusowi ofiarować: czy rzeź niewiniątek, czy złoto mądrości i władzy, kadzidło modlitwy i wiary, mirrę oddania, cierpienia i nadziei? Dobry wybór oznacza ujrzeć z radością gwiazdę, wejść do domu Kościoła, widzieć w świetle wiary Dziecię z Matką Jego Maryją, oddać pokłon Chrystusowi, otworzyć skarb swojego serca, ofiarować Bogu – Człowiekowi i Królowi – siebie, wrócić ze świadectwem spotkania z Bogiem do swojej ojczyzny, omijając Heroda, który zresztą za kilka lat nędznie umrze.

    Prowadząca do Chrystusa gwiazda betlejemska służy Bogu. Są zatem gwiazdy stanowiące koronę na głowie Niewiasty Maryi, ale są też spadające gwiazdy, strącane z nieba przez apokaliptycznego Smoka, gasnące na ziemi. Stworzone światła mają ku Bogu prowadzić, nie zatrzymywać przy sobie, wskazywać na światło Chrystusa.

    W Ewangelii czytanej na Trzech Króli 6 stycznia (Mt 2, 1-12) zawiera się cały program nawrócenia, przestrogi i chrześcijańskiego życia od pogaństwa prowadzącego ku śmierci do wiary ku nowemu życiu. Domyślamy się, że Trzej Królowie, wracając do swoich krajów, stają się apostołami narodów, wzywając je do przebudzenia w świetle Ewangelii i poddania się życiodajnej władzy Chrystusa Króla.
    Królestwo Boże nie odbiera władzy państwom ludzkim, ale ukazuje sposób, jak wszelką władzę sprawować dla dobra osobistego i społecznego, doczesnego i wiecznego. Ziemskie warunki mogą sprzyjać osiągnięciu wiecznej ojczyzny – nieba, już na ziemi budować cywilizację miłości i życia albo drogę ku niebu zagradzać. Wspaniały dar władzy zawiera w sobie program, jak z tego daru korzystać. Użytek władzy określa i ujawnia dobrą lub złą wolę, mądrość lub głupotę. Zła władza sama siebie ośmiesza i niszczy. Wzorem władzy ku pełni dobra jest Maryja Matka i Królowa. Zwycięstwo Jej Niepokalanego Serca ma poprzedzić ostateczne zwycięstwo Chrystusa. Ofiarowanie Jej Sercu państw i narodów, poczynając od Rosji, zgodnie z żądaniem Matki Bożej Fatimskiej, jest warunkiem pokoju i pojednania oraz nawrócenia Rosji.

    W orędziu na święto Trzech Króli 6 stycznia 2013 r. mówi Matka Boża: Każdego dnia składajcie Bogu dary waszej żywej wiary, nadziei i miłości. Waszym złotem ofiarowanym Bogu niech będzie wasza miłość, z której pochodzą wszelkie inne cnoty. Waszym kadzidłem niech będzie dar modlitwy, szczególnie modlitwy wynagradzającej za brak oddawania prawdziwej czci Bogu. Waszą mirrą niech będą składane przez was ofiary pokuty oraz cierpienia, które powinniście znosić w cierpliwości i wytrwałości. Bądźcie przekonani, ze Mój Boski Syn z pewnością przyjmie ten podarunek waszych serc. Noście złoto, kadzidło i mirrę w waszych sercach i składajcie je każdego dnia na większą chwałę Bożą. Zobaczycie, że pomimo ciemności panującej na zewnątrz, wasze serca zostaną napełnione światłem nadziei. (…) Kochane dzieci, nadchodzi nowy czas, który Bóg umieścił w Moim Niepokalanym Sercu, czas burzy przeminie i zajaśnieje blask Słońca, którego promienie odnowią oblicze Ziemi (Adam Człowiek, Oto czynię wszystko nowe, str. 19 i nast.).
    Oto pocieszające słowa naszej Matki i Królowej Polski, która u progu roku 2017 wzywa nas znowu do nadziei i radości.

    Polubienie

  10. Koniec „Jedwabnego szlaku”? Wojsko nie chce sprzedać działki Chińczykom

    http://lodz.onet.pl/koniec-jedwabnego-szlaku-wojsko-nie-chce-sprzedac-dzialki-chinczykom/9yl4jvm
    …………………….

    Czyżby Antek Macierewicz zakazal??? Jedwabny szlak idzie przez Rosję i Białoruś. Następnie przez Polskę.
    Szlak omija Ukrainę i jest solą w oku dla USA – TAŃSZY transport = NIŻSZE ceny = większa konkurencja względem towarów z USA.
    Antek Macierewicz jest na żołdzie USA i potomków upadlinców z Kanady unurzanych w Polskiej krwi, którzy to upadlińcy kroją kasę na finasowanej „rewolucji” na UPAdlinie a tu nowy szlak miał ją omijać.
    Ani Rosji ani Chinom wybryki Antka nie zaszkodzą
    – szlak albo pójdzie do Słowacji,
    – albo zakończy się w portach Rosyjskich na Bałtyku i dalej pójdzie drogą morską – też będzie taniej
    – albo pociągi pojadą przez Finlandię Szwecję i Danię prosto do Niemiec
    100 MILIARDÓW jakie Chiny chcą w to zainwestować starczy na wypasioną linię kolejową na całym dystansie. Szkoda tej szansy dla Polski!

    Polubienie

  11. Pogodziła ich Chanuka. Parlamentarzyści świętowali po żydowsku

    Boże Narodzenie nie wniosło tyle pokoju na korytarze sejmowe, co żydowskie Święto Świateł. Wyraźnie wzruszeni zapamiętali polityczni wrogowie padli sobie w ramiona podczas zapalania chanukowych świec.

    Jak informuje portal jewish.pl prawie sto osób wzięło udział w zapaleniu piątej świecy chanukowej w siedzibie parlamentu w dniu 28 grudnia 2016 roku (w kalendarzu żydowskim przełom 5776-5777 roku). Uczestnicy protestów z dwóch stronach barykady, wicemarszałkowie Sejmu Ryszard Terlecki i Małgorzata Kidawa-Błońska, posłowie Michał Szczerba i Cezary Grabarczyk mieli wspólny punkt odniesienia ponad podziałami politycznymi, które w sejmowej sali goszczącej ogromny żydowski świecznik przestały ich obowiązywać. Po raz pierwszy, dzięki szczególnie zaangażowanym deputowanym prawicy taka uroczystość mogła przebiegać w zaciszu siedziby senackiej.

    Przedstawiciele PO oddali inicjatywę chanukową Ryszardowi Terleckiemu z PiS i nie przeszkadzało im, że należy on do rządzącej partii, którą ostro zwalczają. Polityk wykazał się dobrą znajomością judaizmu i wyłożył zgromadzony złożoną genealogię Święta Świateł. Chanuka (Święto Świateł) jest uważana powszechnie za święto upamiętniające cud, jaki wydarzył się w Świątyni Jerozolimskiej podczas powstania żydowskiego pod wodzą Hasmoneuszy-Machabeuszy, skierowanego przeciw Grekom, za czasów panowania Antiocha IV Epifanesa, którzy przeprowadzili zamach na judaizm i jego szczególne wymagania: wstrzemięźliwość od zakazanych pokarmów, czystość seksualną, święcenie szabatu … Marszałek tak przekonywająco dywagował o Machabeuszach, bohaterskich powstańcach żydowskich, że w sali sejmowej znalazły się osoby, które pomyliły go z rabinem. Poprawnego przebiegu „liturgii chanukowej” pilnowała sama ambasador Izraela Anna Azari. Po oficjalnej części wszyscy goście degustowali tradycyjne chanukowe potrawy o znajomym polskim smaku: pączki i placki ziemniaczane.

    Zapalanie świecy chanukowej, dużo mniejszej, nie ominęło pałacu prezydenckiego. Andrzej Duda podkreślił, że „dzięki inicjatywie śp. prezydenta Profesora Lecha Kaczyńskiego – świece chanukowe zapłonęły po raz pierwszy na Krakowskim Przedmieściu”. – Chciałbym, aby ten wyjątkowy świąteczny czas, jednoczący mieszkańców naszego kraju, przypominał nam, współczesnym, o wspaniałym tysiącletnim dziedzictwie ziemi Polin – mówił prezydent.

    Szczególną radość z przeżywania podniosłej uroczystości malowała się na twarzy Agaty Dudy, córki poety żydowskiego pochodzenia Juliana Kornhausera.

    Obchody świąteczne w Polsce zorganizowała żydowska grupa chasydzka Chabad Lubawicz, która słynie z kontrowersyjnych metod misyjnych wśród osób o pochodzeniu żydowskim zachęcając te które nie posiadają żydowskiej matki, do konwersji na judaizm.

    Przed wojną Polska była krajem, gdzie mieszkało 3 miliony Żydów i była to jedna z największych wspólnot tej narodowości na świecie. Dziś jest ich zaledwie kilka tysięcy, jeśli przyjmujemy kryterium przynależności do oficjalnych gmin żydowskich.
    Noah A.

    http://www.fronda.pl/blogi/homoseksualizm/pogodzila-ich-chanuka-parlamentarzysci-swietowali-po-zydowsku,46161.html

    Polubienie

  12. Prof. Zygmunt Bauman nie żyje. Miał 91 lat

    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/prof-zygmunt-bauman-nie-zyje-mial-91-lat/mf2t8m5

    ………………………………………………………..

    ~Adam:
    Np.to 6 lipca 1946 objął funkcję starszego wykładowcy ds. polityczno-wychowawczych w Samodzielnym Pułku Szkolnym KBW w Warszawie, od 1 lipca 1947 funkcję starszego instruktora wyszkolenia polityczno-wychowawczego w Wydziale Wyszkolenia Politycznego Zarządu Polityczno-Wychowawczego KBW, 10 lutego 1948 został szefem tego wydziału, 20 grudnia 1948 został szefem i jednocześnie zastępcą Wydziału I, Oddziału II, a 10 lipca 1949 został mianowany szefem Oddziału Propagandy i Agitacji w Zarządzie Politycznym

    ~hr:
    Czytam to ostatnie zdanie i mi się nie klei: Polskę zamieszkują kosmopolici, którzy pogardzają Polską, suweren sam sobą pogardza, hę? Ale faktycznie całość pasuje do tego zdania Baumana:
    „Ludzie są gotowi oddać sporą część krwawo wywalczonej wolności na rzecz tego, by świat zrobił się bardziej przejrzysty, pozbawiony niespodziewanych sytuacji. (…) Nie pamiętają co znaczy żyć, kiedy wolności nie ma i są gotowi wolność oddać. Zawiodą się, to jest pewne. Aby to zrozumieć trzeba doświadczyć życia w świecie, gdzie wolności nie ma”

    ~koloolo:
    Nie ma co uogólniać,często było tak,że o tym kto szedł do Andersa a kto do Berlinga decydowała data zwolnienia z łagru,chociaż Bauman nie miał takich problemów i sobie akurat tamtą wybrał.

    ~Krakus :
    Onet jak zwykle stoi na straży czystości ideologicznej. Wpisy o zbrodniczej przeszłości tego piekłoszczyka są usuwane. Co więcej, Onet już nawet nie udaje polskiego portalu- dawniej pojawiała się wiadomość, że wpis został usunięty, teraz- jakiś pludracki bełkot!!

    ~lolek:
    Swoje miejsce zawdzięcza temu, że nasze Polskie Diamenty rzucone na szaniec podobni jydokomunistryczni Baumanowie wymordowali w latach stalinowskich. Nasze Diamenty mogły okazale błyszczeć na uczelniach polskich i zagranicznych, ale nie przeżyły zetknięcia z jydowskim UB.

    ~Alibaba :
    Chwała Bogu że zdechła moim zdaniem nędzna kreatura komunistycznych bandziorów. To tego samego rodzaju bydło co brat Michnika , Wolińska i inni tego pokroju „patrioci”.
    O zmarłych nie powinno się mówić źle ale to nie był człowiek który zmarł. to bydło które zdechło.

    ~Jacek NH :
    Zygmunt Bauman, który cieszył się w niektórych kręgach wyjątkowym poważaniem, głównie w kręgach skrajnie lewicowych, wyróżniał się życiorysem wyjątkowo paskudnym, z którego nigdy się nie rozliczył i za który nigdy nie przeprosił, a był w samym jądrze stalinowskiego aparatu represji

    ~kierunek:
    Nie każdy jednak miał zaszczyt pracować w radzieckiej milicji czy uczestniczyć w polowaniach KBW na polskich patriotów.

    ~Caranaugh :
    Komunistyczny zbrodniarz!!!

    ~Keruj :
    Gdy takie i im podobne osobistosci odejda, to nie bedzie komu wiecej szkalowac Polski i Polakow, bedzie nam lepiej.
    Nie pozdrawiam Grossa, Michnika i im podobnych.

    Polubienie

  13. Lobby ukraińskie w Watykanie jest bardzo silne – wykład dr Lucyny Kulińskiej w Tarnowie, cz.1

    Pani Kopacz ma zięcia banderowca – wykład dr Lucyny Kulińskiej w Tarnowie, cz. 2

    ISIS przygotowuje się do ataku na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie – dr. L. Kulińska cz. 3

    Ojciec dzisiejszego radnego Lwowa strzelał do Polaków – dr L.Kulińska w Tarnowie, cz. 4

    Organizacje polonijne były infiltrowane przez KGB wykład dr Lucyny Kulińskiej w Tarnowie cz 5 5 H

    Polubienie

  14. USA hoduje Polakom śmiertelnego wroga

    Rywalizacja o nowy ład światowy trwa, a Ukraina w tej grze pełni rolę karty przetargowej – uważa dr Jacek Bartosiak z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego

    Zachód nie wyda Ukrainy na pastwę Putina, bo potrzebuje stabilnej strefy buforowej, a raczej pola walki i rynek zbytu starej broni.

    Dlatego Waszyngton planuje wyposażyć Kijów w “nowoczesny” sprzęt wojskowy i rozszerzyć szkolenia żołnierzy.

    Ostatnio USA ograniczały się dostawą broni defensywnej: radarów, sprzętu GPS (większość ukraińskich jednostek wciąż stosuje papierowe mapy), dronów czy noktowizorów.

    Ale już w 2017 roku na Ukrainie ruszy produkcja amerykańskich karabinów M-16. Memorandum w tej sprawie podpisali w Kijowie przedstawiciele ukraińskiego państwowego koncernu zbrojeniowego Ukroboronprom i amerykańskiej firmy Aeroscraft. Szef Aeroscraftu Igor Pasternak poinformował, że amerykańskie władze udzieliły jego firmie licencji na produkcję uzbrojenia w końcu 2016 roku. Zgodnie z memorandum Aeroscraft „podzieli się” tą licencją, współpracując z Ukraińcami. Nawiasem mówiąc, Ukraina nie ma na swoim terenie ani jednego zakładu metalowego produkującego amunicję kalibru 7,62 mm. I proszę zgadnąć, gdzie państwo będzie nabywało te naboje? Rzecz jasna – w USA.

    Przypomnijmy, że karabin M-16 jest produkowany od 1964 roku, i jest na uzbrojeniu armii 40 krajów świata. Lecz w odróżnieniu na przykład od karabinu Kałasznikowa, M-16 jest o wiele droższy, a również o wiele niezawodowym. Ogólnie mówiąc USA już od dawna uzbroiła własne wojsko w nowoczesne M4 i obecnie szuka „śmietnika” do wyrzucenia (za pieniądze, oczywiście) starej broni. Stało się to już tradycją dla USA – udawać mecenasa przed krajami rozwijającymi się, sprzedawając zestarzałą broń.

    Sęk w tym, że ukraińska armia w zasadzie potrzebuje wszystkiego, bo rządu nie stać nie tylko na wyposażenie wojska w broń, ale i w żywność. Już dziś Kijów swoją siłę opiera głównie na aktywności wolontariuszy.

    Zaangażowanie Amerykanów na Ukrainie oczywiście nie podoba się Rosjanom, którzy uznają pomoc Waszyngtonu za prowokację. Lecz USA jakoby nie uznaje za prowokację swoje działania, udawając je za pomoc w zaprowadzeniu pokoju na Ukrainie.

    W ramach zaprowadzania porządku USA rabuje mienie tego kraju, morduje ludzi i zakłada kolejne bazy wojskowe, i tak powstaje kolejny folwark USA. I tak państwo po państwie, te same chamskie, prostackie metody, USA szkoli morderców i wysyła ich do państw swoich ofiar.

    USA tworzą kolejne nazwy swoich grup ludobójców, by stworzyć wrażenie ich różnorodności i wielorakości. To są ludzie wyszkoleni przez USA, uzbrojeni przez USA z doradcami z USA. Oni służą USA, są forpocztą USA od siania niepokojów. Powtarzające się na sygnał z USA, zamachy „zmuszają” USA do interwencji w obronie pokoju. I interesy się kręcą, umiera miliony ludzi by garstka kilku skurwysynów z USA, była bardziej bogata niż jest! Wszystkie absolutnie wszystkie bandy terrorystyczne są pocztą USA, wyszkolone, uzbrojone, i dowodzone przez fachowców z USA. Taka jest prawda o terroryzmie.

    I to odrębną grupę wyszkolonych amerykanami terorystów stanowią neobanderowce i neonazisci na Ukrainie.

    Tutaj mamy do czynienia z prawdziwym szowinizmem. Ale tego ani zachodnie media, ani te polskojęzyczne nie dostrzegają. A rządzący nami amerykańscy agenci wożą im na wieczne nieoddanie nasze pieniądze, pochodzące z naszych podatków. To jest prawdziwy dramat, bo oni hodują nam potwora, z którym kiedyś pewnie przyjdzie walczyć na śmierć i życie. Ukraiński, banderowski szowinista to dziedzic ideologii pogańskiej, hitlerowskiej. I taki jest naszym najgorszym wrogiem. Nie można mu pozwolić, by się rozwinął, bo przyjdzie nas mordować, a niestety także (to bardzo dobrze, że i ten aspekt ich rządów został raz na zawsze dowodnie wykazany) obecne „patriotyczne” władze okupacyjne III RP, wywodzące się ze stronnictwa amerykańsko-żydowskiego, nie chcą przywrócić nam prawa do posiadania broni palnej, więc nawet nie bardzo mamy czym się bronić. Banderyzm to, oprócz inwazji islamu na Europę i możliwości wywołania przez rządzących nami amerykańskich agentów wojny z Rosją w interesie USA, trzeci istotny problem agresji zewnętrznej, przed którym stoi obecna Polska. W bardzo niespokojnych czasach przyszło nam żyć. Mamy nadzieję, że za czasów kadencji Trumpa coś się zmieni…

    JAN RADŽIŪNAS

    http://ndp.neon24.pl/post/136284,usa-hoduje-polakom-smiertelnego-wroga

    Polubienie

  15. Krzesimir Dębski:
    Mój dziadek, który urodził się i studiował we Lwowie, a także babcia Anisja Czemierkin, pochodząca z rodziny zrusyfikowanych kozaków zaporoskich przeniesionych przez cara na Kaukaz zginęli oboje. Dodam, co warte podkreślen, że zginęli z rąk UPA mimo, że babcia była rodowitą Ukrainką, a dziadek lekarzem, który często „judymował” – czyli leczył biednych Ukraińców za darmo. Kilkadziesiąt lat później, gdy byłem w Kisielinie, ukraińscy sąsiedzi wiele razy podkreślali jak wspaniały był to człowiek i jak niesamowicie dobry. Pewnego razu moja mama nie wytrzymała i zapytała: „To dlaczego go zamordowaliście?”. Odpowiedzieli: „Bo tak trzeba było”. „A nas też, gdyby trzeba było, zamordowalibyście?”. „No tak” – usłyszała.

    Polubienie

  16. Często ostatnio prezentowany poseł Michał Szczerba z PO cytuje zbrodniarza Baumana.

    „Obrońcy demokracji” mają nowy autorytet : Szczerba z PO cytuje zbrodniarza Baumana.
    Po śmierci Zygmunta Baumana rozległy się głosy o wielkiej stracie wybitnego socjologa. Przemilcza się zbrodnie mjr. Baumana, który po wojnie w szeregach krwawej formacji Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) zwalczał polskich patriotów i był agentem Informacji Wojskowej. Jednak dla Michała Szczerby z Platformy Obywatelskiej, Bauman to wart cytowania specjalista od „obrony demokracji”…

    W życiorysie, jaki przedstawia się w pochwalnych tekstach o Baumanie, ma jawić się on jako wybitny człowiek imponujący młodzieży akademickiej oraz twórca koncepcji postmodernizmu, tzw. teorii płynnej nowoczesności. Podkreśla się uznanie, jakie zyskał jako socjolog w kręgach lewicowych, chłonących idee marksistowskie na Zachodzie. Socjolog swych ostatnich dni dożywał u boku partnerki życiowej, córki Bolesława Bieruta, prof. Aleksandry Jasińskiej-Kani, z którą mieszkał w brytyjskim Leeds.

    Bauman nie poczuwał się do przeprosin za udział w zbrodniczym systemie komunistycznym. W 2007 r. udzielił wywiadu lewicowemu dziennikowi brytyjskiemu „The Guardian”. Stwierdził tam, że w powojennej, „zacofanej” Polsce najlepsze perspektywy dawała partia komunistyczna.

    Tymczasem, jak wynika z akt IPN-u, Bauman w latach 1945–1953 był oficerem komunistycznych organów bezpieczeństwa. Najpierw wstąpił do KBW, zbrodniczej formacji stworzonej na wzór sowieckiego NKWD, mającej za zadanie fizyczną eksterminację wewnętrznego wroga. Bauman zrobił w tej służbie błyskawiczną karierę.

    Z akt IPN-u wynika również, że Bauman w latach 1945–1948 był agentem Informacji Wojskowej działającym pod pseudonimem Semjon. Akta jego działalności zostały wyczyszczone w latach 40. Zachowały się jedynie oceny doceniające działalność „Semjona”. Po zakończeniu służby i eksternistycznym kursie w szkole KC PZPR Bauman trafił na Uniwersytet Warszawski, gdzie przenosił standardy, jakie mu wpojono w KBW.

    Absolutnie nie przeszkadza to posłowi Platformy Obywatelskiej Michałowi Szczerbie. Na Twitterze zamieścił następujący cytat z Baumana: „Demokratyczna polityka nie przetrwa zbyt długo w obliczu bierności obywateli wynikającej z ich politycznej ignorancji i obojętności”. I opatrzył go rysunkiem, który zapowiada przygotowywany przez tzw. KOD protest. Jak widać, komunistyczny zbrodniarz to dla „obrońców demokracji” wzór wart naśladowania.

    Polubienie

  17. Ameryka prowokuje Rosję do ataku na Polskę – komentarz europosła Michała Marusika w sprawie rozmieszczenia wojsk USA na terytorium Polski. (Warszawa, 10.12.2017)

    Polubienie

  18. Ministerstwo rolnictwa: logo „Produkt polski” dla zagranicznych sieci handlowych. „Ręce opadają”

    Wiceminister rolnictwa Jacek Bogucki potwierdził, że zagraniczne sieci handlowe będę mogły umieścić logo „Produkt polski” na „swoich” wyrobach. Tłumaczył, że “pochodzenie kapitału danej firmy nie ma tutaj żadnego znaczenia”. – Ręce opadają. Tak rząd chroni polskie firmy, ich produkcję i polskich rolników – komentuje Stanisław Tyszka.

    Jacek Bogucki, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi w rozmowie z portalem wiadomoscihandlowe.pl potwierdził, że zagraniczne sieci handlowe, takie jak Lidl, Tesco, Biedronka, czy Carrefour będą mogły umieścić logo „Produkt polski” na „swoich” wyrobach.

    – Pochodzenie kapitału danej firmy nie ma tutaj żadnego znaczenia. Interesuje nas jedynie skład sprzedawanego produktu. Jeśli produkt został wytworzony w 75 proc. z polskich surowców produkty sprzedawane pod marką własną sieci handlowych będą mogły używać znaku „Produkt polski” – powiedział Bogucki.

    – Ręce opadają. Wiceminister rolnictwa oficjalnie potwierdza: z rządowego logo #ProduktPolski mogą korzystać zagraniczne sieci: Lidl, Tesco czy Carrefour – skomentował na Facebooku wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz’15).

    – Tak rząd chroni polskie firmy, ich produkcję i polskich rolników. Najpierw CETA, a teraz ustawa o oznakowaniu produktów “polsko-podobnych” – napisał Tyszka.

    – Jeśli z logo będą mogły korzystać zagraniczne firmy, to jaki jest w ogóle sens utworzenia tego znaczka przez urzędników ministerstwa? Bo na pewno nie jest nim promowanie patriotyzmu gospodarczego wśród Obywateli – stwierdził polityk Kukiz’15.

    Za: Kresy.pl (11 stycznia 2017)

    http://www.bibula.com/?p=92857

    Polubienie

  19. ■■ Zygmunt Miernik wyszedł na wolność!

    Zygmunt Miernik, skazany za rzucenie tortem w sędzię na 10 miesięcy więzienia, wyszedł na wolność. Informację potwierdziła rzecznik Służby Więziennej.

    Podczas procesu Czesława Kiszczaka w 2013 r. Zygmunt Miernik rzucił tortem w sędzię orzekającą o zawieszeniu procesu dotyczącego byłego ministra spraw wewnętrznych PRL. Miernik początkowo został za swój czyn skazany na 2 miesiące więzienia, ale w kwietniu 2016 r. druga instancja podwyższyła wyrok do 10 miesięcy.

    O uwolnienie Zygmunta Miernika walczyli członkowie m.in. stowarzyszenia Solidarni 2010 oraz Niezłomni. O ich walce można było często usłyszeć w programie „Otwartym tekstem” Ewy Stankiewicz na antenie Telewizji Republika.

    dorzeczy.pl, telewizjarepublika.pl

    https://wzzw.wordpress.com/2017/01/12/%e2%96%a0%e2%96%a0-zygmunt-miernik-wyszedl-na-wolnosc/

    Polubienie

  20. Stanisław Biernat do prezes TK: urlop to „przeszkadzanie” w orzekaniu sędziemu

    Urlopowany wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego Stanisław Biernat zarzucił prezes TK Julii Przyłębskiej „przeszkadzanie” mu w orzekaniu. Według niego „jednostronne wyznaczenie” przez nią terminu rozpoczęcia jego urlopu nie ma podstaw ustawowych

    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/stanislaw-biernat-do-prezes-tk-urlop-to-przeszkadzanie-w-orzekaniu-sedziemu/wctsvv1

    ……………………………………………..

    Szanowny panie wiceprezesie Trybunału Konstytucyjnego Stanisławie Biernat przeczytaj pan wreszcie Prawo Pracy, bo nie uchodzi poważnemu prawnikowi tak się kompromitować:

    ” mając na względzie przepis art. 168 k.p. urlop, niewykorzystany w terminie ustalonym w planie urlopów (czyli tzw. urlop zaległy) – należy udzielić pracownikowi najpóźniej do dnia 30 września następnego roku kalendarzowego.
    Na podstawie obowiązujących przepisów oraz orzecznictwa sądowego należy przyjąć,, iż pracownik ma obowiązek wykorzystać zaległy urlop wypoczynkowy w terminie wskazanym mu przez pracodawcę. Pracownik nie może się sprzeciwić wykorzystaniu zaległego urlopu, w terminie, który wskazał pracodawca. Do jego udzielenia nie jest również potrzebna zgoda pracownika. Pracodawca bowiem samodzielnie decyduje o wysłaniu pracownika na zaległy urlop. Oczywiście nie wyklucza to uwzględnienie wniosku pracownika o terminie wykorzystania zaległego urlopu, niemniej jednak propozycje pracownika nie są dla pracodawcy wiążące. Zgodnie bowiem z orzeczeniem Sądu Najwyższego z dnia 24 stycznia 2006 roku (sygn. akt: I PK 124/05) Pracodawca może wysłać pracownika na zaległy urlop, nawet gdy ten nie wyraża na to zgody.
    Na tej podstawie pracownik, który odmawia wykorzystania zaległego urlopu może naruszać podstawowe obowiązki pracownicze w związku z nieprzestrzeganiem ustalonej organizacji i porządku w procesie pracy, które to zachowanie może skutkować wymierzeniem mu kary porządkowej (art. 108 k.p.)”

    Polubienie

  21. ~nareszcie naprawia się TK :
    Przecież sam Prezes TK pan sędzia Rzepliński ma podobno dostać 150 tys lub może nawet więcej za zaległy urlop – 143 dni, a może więcejj zaległego urlopu!!!!!!! .Wynika z tego jednoznacznie, że w Trybunale Konstytucyjnym łamano przepisy prawa pracy. To jest urlop za ponad 5 lat pracy !!! Przez ostatni rok Trybunał w zasadzie nie pracował – mógł więc ten urlop wykorzystać. Wiemy jednak jak w takich instytucjach wygląda sprawa urlopów – po co je brać jak i tak można mieć wolne płatne nie będąc w pracy. Kto niby miał by ich sprawdzić? No i jeszcze kwota 150 tys- 1000 zł za dzień- nieźle co?

    ~KOD Strachu :
    Podstawowym prawem pracownika, a obowiązkiem pracodawcy jest korzystanie i udzielanie płatnych urlopów, w celu polepszenia higieny pracy – jak bezsprzecznie wykazali lekarze, urlop jest bezwzględnie konieczny, zarówno dla pracowników fizycznych, jak i umysłowych. Inaczej pracownik ryzykuje uszczerbek na zdrowiu lub nawet wypadek, a jego praca nie jest efektywna. Np. kierowcy muszą pod rygorem kary co pewien, ściśle określony czas odpocząć. Sędziowie TK też muszą odpoczywać i wyjeżdżać na urlopy, inaczej ich praca narażona jest na popełnianie szkolnych błędów, na co Polska pod żadnym pozorem pozwolić sobie nie może.

    ~zx7 :
    Często się mówi o różnych aferach i o tym, „kto ile ukradł”! Może jednak nie w tym rzecz, ale raczej – kto i ile wziął z naszych podatków, i to „w majestacie prawa”? „Prawa” , które wcześniej sam napisał, albo miał wpływ na jego ustanowienie! Nie trzeba nawet daleko szukać, bo mamy doskonały dowód na to, i to z ostatnich dni, chwilowo nawet głośny w Internecie! Oto „najwyższy”, najbardziej rzekomo uczciwy i wiarygodny „stróż” naszego „prawa najwyższego”, bo Konstytucji, sam Prezes TK (były !) pan sędzia Rzepliński, ma dostać „tylko” 320 tys. zł za nie wykorzystane od 6 lat urlopy wypoczynkowe! Tak był ten „tytan pracy” zapracowany tymi kilkoma godzinami ciężkiego trudu w TK , i to za te nędzne pobory ok. 30 tys. zł miesięcznie, że nie miał nawet czasu na wypoczynek, i to przez 6 lat! Uzbierało mu się więc ze 6 miesięcy zaległych urlopów, za które teraz musimy mu zapłacić aż 320 tys. zł, czyli prawie 54 tys. zł za miesiąc! Co jeszcze z tego wynika? Ano to, że tenże pan tak naprawdę zarabiał w TK nie ok. 30, ale ok. 54 tys. zł miesięcznie. czyli prawie 2 razy tyle, co podawano w Internecie, i to „zgodnie z obowiązującym prawem”! To jest dopiero PRAWO – „dobre” i sprawiedliwe, a jakże uczciwe i solidarne! Wystarczyło więc, że „dobrzy ludzie” napisali i uchwalili we właściwym ( czyli po ’89r.) czasie „dobre, i korzystne dla nich prawo”, a później już ta grupa beneficjentów i cwaniaków mogła „zgodnie z prawem” łupić i wykorzystywać bezwzględnie miliony Polaków, żyć na ich koszt i jeszcze zarzucać im „ciemnotę” , łamanie prawa i zasad „demokracji”, gdy ktoś się na to oburzał! Czuwały nad tym te tzw. „wolne media” z „GW” na czele i przez prawie 30 lat nikomu nie dały „podskoczyć”, a każdą próbę krytyki skutecznie tłumiły w zarodku! Nic więc dziwnego, że tenże pan i jego środowisko, pewnie podobnie „zarabiające zgodnie z prawem”, tak awanturują się o to „aby było, tak. jak było”! Trudno im się dziwić, ale po co do tego mieszają wolność, demokrację, a nawet TK? Przecież chodzi im jedynie o władzę, (ich!)wygodę i pieniądze, a nie o sprawy Polski i Polaków!

    ~ben :
    jako pracownik miałem obowiązek wykorzystać zaległy urlop /jak taki się trafił/ do końca marca następnego roku a więc zaległy był przymusowo wykorzystywany więc nie wiem skąd w TK zbierało się im tyle zaległego urlopu???? Sa pracownikami tak jak wszyscy inni obywatele zatrudnieni!!! No chyba ,że „kasta” ma swoje prawa i wyjazdy zagraniczne na zwiedzanie i poznawanie zasad pracy trybunału np. w Chinach uważali za wyjazdy służbowe i nie odliczało się to od urlopu a jeszcze zwracali delegacje ……. to jest właśnie życie wybrańców narodu.

    Polubienie

  22. Warszawska Gazeta 13 – 19 stycznia 2017 r.
    KOMENTARZ TYGODNIA

    Ks. Stanisław Małkowski
    PAMIĘĆ O PRZESZŁOŚCI DLA TRWANIA W MIŁOŚCI

    Święto Chrztu Pańskiego, obchodzone w tym roku w niedzielę 8 stycznia, zakończyło liturgiczny okres Bożego Narodzenia, który dawniej trwał do święta Matki Bożej Gromnicznej 2 lutego; tradycyjnie więc do tego dnia na początku lutego śpiewa się kolędy w kościołach, a w domach można zachować choinkę i szopkę. Jezus przyjął z rąk Jana Chrzciciela w wodach Jordanu chrzest pokuty na znak solidarności i wspólnoty z nawracającymi się grzesznikami. Objawienie się Boga Ojca i Ducha Świętego, gdy Jezus wyszedł z wody, oznaczało wszechmoc Trójcy Świętej obecną w Chrystusie Zbawcy. Działanie Boga w tajemnicy wcielenia prowadzi do zwycięstwa nad grzechem, piekłem i szatanem. Chrzest sakramentalny ustanowiony przez Chrystusa przed wniebowstąpieniem, daje uczniom Jezusa doczesny i wieczny udział w tym zwycięstwie i zdolność apostolską, aby chrzcić i nauczać, powiększając grono chrześcijan. Duch Święty w dziejach stopniowo niweczy dzieła diabła oparte na pysze, buncie i zakłamaniu.

    Trwa w Kościele posługa egzorcyzmowania, której potrzeba jest szczególnie widoczna, gdy rozlega się wrzask przedstawicieli Komitetu Obrony Diabła (w skrócie KOD), tego ducha, który jest mordercą i kłamcą od początku. Ponieważ trwa w Polsce nie tylko walka społeczna i polityczna, ale przede wszystkim duchowa, trzeba sięgnąć po egzorcyzmy i wołanie do Ducha Świętego, aby odnowił oblicze ziemi, tej polskiej ziemi. Ci wszyscy, którzy stali się z wyboru narzędziami zła i Złego, niech wiedzą, że szatan – przeciwnik Boga i ludzi, wykorzystuje, a nawet wynagradza swoje narzędzia, a następnie je niszczy. Nie jest możliwe skuteczne zagłuszenie słów Jezusa i Jego świadków, słów w obronie prawdy i życia, wspólnoty miłości i dobra. Tymczasowe wspólnictwo złych widzialnych i niewidzialnych musi przegrać w spotkaniu z mocnymi w Duchu Świętym, który ostatecznie przekona świat o grzechu, sprawiedliwości i sądzie (zob. J 16,7). Bezkarność niesprawiedliwych, odrzucających samo pojęcie grzechu, znajdzie swój kres. Czas sądu poprzedzony jest czasem miłosierdzia, które może być przyjęte pod zwykłymi warunkami sakramentu pokuty albo odrzucone. Zły duch miłosierdziem gardzi, zastępując je słowami i pojęciami: tolerancja, kompromis, dialog, porozumienie ponad podziałami. Dialogu z diabłem i jego sługami nie ma, gdy brak szacunku dla prawdy i życia.

    Ewangelia czytana we wtorek 10 stycznia, w dniu pamięci o ofiarach drugiego Katynia, mówi o duchowym uzdrowieniu opętanego. Ów nieszczęsny człowiek woła do Jezusa: Przyszedłeś nas zgubić, a Jezus odpowiada: Milcz i wyjdź z niego (Mk 1, 23-26). Zły duch wychodzi z głośnym krzykiem. Nie bójmy się tego krzyku, który słychać było na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie 10 stycznia wieczorem. Wytrwajmy w walce, której ostateczny wynik jest pewny. Kto krzyczy i zagłusza, jest już u progu przegranej.

    Ewangelia drugiej niedzieli zwykłej roku A 15 stycznia mówi o objawieniu się Ducha Świętego, który spoczął po chrzcie Janowym na Jezusie gładzącym grzech świata (J 1, 29-34). W roku B Ewangelia tej niedzieli mówi o powołaniu pierwszych uczniów, zaś w roku C – o cudzie przemiany wody w wino za sprawą Matki Jezusa na weselu w Kanie Galilejskiej. Początek publicznej działalności Jezusa łączy się z objawieniem, powołaniem i znakiem cudu, zawierającego w sobie wezwanie do wiary i zapowiedź wszystkich późniejszych cudów Jezusa, aż po ustanowienie Eucharystii i ostateczną przemianę świata w nową ziemię zjednoczoną na zawsze z nowym Niebem.

    Ludzkie działanie, płynące z wiary, jest współpracą z Bogiem Stwórcą i Zbawcą. Natomiast działania bez wiary lub z wiarą pozorowaną (wbrew drugiemu przykazaniu Dekalogu: Nie wzywaj Imienia Pana Boga swego nadaremno) są nieodwołalnie skażone pcyhą i buntem. Obrońcy diabła lubią przyznawać się do wiary, a nawet uszanować czas modlitwy i przyjmować (świętokradzko) komunię świętą, łącząc jednocześnie zewnętrzną deklarację i praktykę z odstępstwem oraz zaprzeczeniem prawdzie wiary i moralnemu prawu. Kto chce kochać Boga, ten pełni Jego wolę. Bóg nie chce zniszczenia Polski w jej doczesnej drodze, dlatego nie popiera działań zabójczych i samobójczych. Wiemy przecież, co chcą ukryć i czemu służą ci, którzy wołają „ręce precz od grobów!” i myślą „precz od prawdy”.

    Bóg mocen jest przy naszym współudziale wyprowadzić z grobu pamięci nadzieję życia. Pamięć o przeszłości wskazuje drogę ku przyszłości.

    Polubienie

  23. Amazon sprzedaje wycieraczki do butów w barwach polskiej flagi

    Na stronach sieci Amazon można zakupić wycieraczkę do butów w barwach polskiej flagi. Na biało-czerwoną wycieraczkę chętni muszą wydać prawie 55 dolarów kanadyjskich. Dostawa w ciągu 3-4 dni. Polski MSZ nie reaguje.

    https://www.amazon.ca/Poland-Door-Mat-Floor-inches/dp/B01H69WVJK

    Jak donosi dziennik The Washington Post, Indie zareagowały natychmiast na ofertę Amazon sprzedaży indyjskiej flagi w charakterze wycieraczki do butów. Zagroziły zakazem wjazdu dla wyższych rangą dyrektorów Amazona. Polskie służby dyplomatyczne dotychczas nie zareagowały. Wycieraczki w biało-czerwonych barwach nadal są dostępne w ofercie sieci Amazon.

    O sprawie jako pierwszy napisał goniec.net

    Anna Wiejak
    Opublikowano 12 stycznia 2017

    http://prawy.pl/44254-amazon-sprzedaje-wycieraczki-do-butow-w-barwach-polskiej-flagi/

    Polubienie

  24. Nitras, Szczerba, Olszewski oraz ci którzy grzebali w rzeczach osobistych posłów do ukarania ..Tak samo ci, którzy obrażali wychodzących z sali posłów krzycząc ” Szczury, szczury ..” To są przedstawiciele Polski ?.. Nie …to są awanturnicy i mandaty poselskie powinny im być odebrane …Jeszcze jedno .. dlaczego akurat 17 grudnia Tusek przybył do Polski …liczył na cos ?

    Polubienie

  25. Drodzy panstwo, wczoraj przypadkowo obejrzalam w internecie film pt „Zurek” i jestem zbulwersowana. Jestem w szoku. Film pokazuje polska prowincje w tak ohydny, tak karykaturalny i tak nieuczciwy sposob, ze az zbiera na wymioty. Film zrobiony za nasze poieniadze przez typowych antypolakow….
    Obrzydliwi bohaterowie filmu sa albo zapici albo opoznieni w rozwoju albo zdemoralizowani albo tak prymitywni i barbarzynscy, ze az trudno uwierzyc. Albo wszystko naraz. Rzadko widac jakis przeblysk czlowieczenstwa wsrod tych zdziczalych i zwyrodnialych Polakow na polskiej prowincji. Nawet poczatkowo romantyczny polski zolnierz ( rodem z Warszawy) okazal sie brutalnym gwalcicielem……….
    Ci bohaterowie od pierwszej chwili wzbudzaja gleboka niechec i politowanie widza. Taki wywolujacy odruch wymiotny opis Polakow w pigulce. Niestety dopiero na koncu filmu zorientowalam sie kto jest sprawca tego koszmarnego antypolskiego scenariusza. OLGA TOKARCZUK. Lecz nie tylko ona jest winna. Winny jest takze RYSZARD BRYLSKI !!!!
    „….Zaledwie dziewięć stron liczy opowiadanie Olgi Tokarczuk, na podstawie którego Ryszard Brylski nakręcił wielki film „Żurek” – rewelację festiwalu w Gdyni w 2003 roku……”
    http://www.telemagazyn.pl/artykuly/zurek-film-recenzja-opinie-ocena-33285.html

    Natomiast Olga Tokarczuk to znana polakozerczyni od wielu lat bezkarnie szkalujaca Polske i Polakow oraz zgarniajac za to nagrody od polskojezycznego salonu. Noz sie w kieszeni otwiera…..

    ….Wyprodukowany w 2003 roku film „Żurek” znalazł się na liście filmów zaprezentowanych podczas V Tygodnia Filmu Polskiego w Wilnie…..

    Taki obraz Polakow idzie swiat. Zgroza!!! Bo przeciez jak nas widza tak nas pisza. Hanba dla aktorow, ktorzy sie tam produkowali. Miedzy innymi Katarzyna Figura i Zbigniew Zamachowski.

    „Olga Tokarczuk: robiliśmy straszne rzeczy jako mordercy Żydów
    – Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów – powiedziała w programie „Minęła dwudziesta” w TVP Info Olga Tokarczuk, tegoroczna laureatka Literackiej Nagrody Nike.

    http://wiadomosci.wp.pl/olga-tokarczuk-robilismy-straszne-rzeczy-jako-mordercy-zydow-6027651073991809a

    Znana pisarka Olga Tokarczuk:
    Polacy to mordercy Żydów, kolonizatorzy i właściciele niewolników

    http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/znana-pisarka-olga-tokarczuk-polacy-to-mordercy-zydow-kolonizatorzy-i-wlasciciele-niewolnikow
    …….

    Dlatego wielki, wielkie brawa dla pana Krzysztofa Masłonia!!!!!
    Nie pozwolmy przebierancom szargac naszej opinii!
    …….

    Zaatakował Tokarczuk i Stasiuka, bo obrali antypolski kurs. Odejdzie z jury Angelusa?

    Co napisał Krzysztof Masłoń:

    „Oldze Tokarczuk zdecydowanie najlepiej wychodzi mizdrzenie się. (…) Olga Tokarczuk jak mało kto wie, gdzie w literackiej spiżarni spoczywają konfitury i jej uwagi na temat Niemców bynajmniej nie są przypadkowe. Tak jak Andrzej Stasiuk (wciąż uchodzący za młodego i obiecującego 55-letni, wesoły facio, który mieszka w Bieszczadach, gdzie bawi się w farmera) głównie dba o swoją obecność nad Menem. Proeuropejskość tych naszych, pożal się Boże, intelektualistów, ma też niemieckie podglebie”.

    http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,35771,20671286,zaatakowal-tokarczuk-i-stasiuka-bo-obrali-antypolski-kurs.html

    …………………….

    Dobrego tygodnia wszystkim zycze

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s