Człowiek który łączył. I śnił o Polsce. – Maria Pyż


We wtorek w nocy obudził mnie grzmot i ogromna błyskawica, która zajaśniała i rozdarła niebo na pół. Różne myśli przez głowę mi się przewinęły. Jeszcze nigdy nie widziałam takiego zjawiska. Nie napisałam jeszcze nic o Włodku. Tak w sumie to od czasu… ogromnej niezastąpionej straty… nic nie napisałam. Ale po kolei. Jak to jest, że dwa światy przecinają się między sobą? Jak tak bywa, że w tej pozaziemskiej przestrzeni coś się dzieje, a my to odczuwamy? Coś nas wiąże niewidzialną nicią. Jesteśmy zależni, choć na co dzień tego nie odczuwamy. Wymiar tego pojęcia jest niewytłumaczalny. To, co na co dzień jest niemożnością, zmienia się i jest odczuwalne w tym jednym momencie. To uczucie jest niemożliwe do zamiany na cokolwiek.

Piątek był jakiś niespokojny. Szykowałam się do sobotniej audycji w radiu. Ale tak jakoś nie szło mi nic napisać. Ani zapowiedzi sobie przygotować, ani normalnie pytań poukładać, choć wiedziałam, że są zaproszeni goście, którzy mieli mówić na żywo w eterze, razem ze mną oczywiście. Absolutnie nic nie mogłam zrobić. Nawet do redakcji nie szłam, myślałam, że w domu popracuję. Koło południa opanował moją głowę szalony ból. Przyszła niania i poszła z Sylwią (moją córką) na spacer. Byłam do niczego. Słowa nie układały się w zdania. Odpaliłam komputer. Chciałam porozmawiać z Włodkiem. Zawsze służył dobrą radą i pomagał. Bez niego w żaden sposób nie udawało się trudności przezwyciężać. Zaczęłam go szukać na Facebooku. Nie ma. Włączam Skype. Też go nie było. Ale to szukanie było jakieś nie takie jak zawsze. Nerwowe. Bardzo nerwowe. I w głowie było tylko jedno pytanie – gdzie Włodek? Dzwoniłam. Nie odbierał. Nie zostawiałam wiadomości, bo nie lubił je odsłuchiwać.

Próbowałam napisać coś dotyczącego audycji. Nie szło. Żadne zdanie, nie to co artykuł czy zapowiedź do radia. Litery i słowa same skakały. A jeszcze okropny ból i uczucie jakby z moją głową coś się działo. Tylko nie wiedziałam co. Już był wieczór. Mój wzrok padł na flaszkę wina stojącą na szafce w kuchni. Myślę – wypiję i powinno być ok. Zrobiłam pierwszy łyk i przed oczyma same poleciały wspomnienia jak to z Włodkiem i Marią przez Skypa piliśmy. Też wino. Starałam się sobie przypomnieć o czym rozmawialiśmy. Ale nic. Tylko obrazek. Włodek. Gdzie on? Co z nim? Był w domu. Miał założone rurki. Był nawet przez nie karmiony. Ale był. Gdzie on kiedy tak potrzebny? Dopiłam kieliszek. Poczułam się jak po dobrym pijaku. Co u licha? Przecież to był kieliszek! Napisałam kilka mało wiążących zdań. I to wcale nie przez wino. Spać też nie szło. Noc ciężka, a powietrze duszące. Gdzie Włodek?

W sobotę obudziłam się zmęczona. Ale musiałam wstać i isć do radia. Eter ma się rozpocząć na czas. Tu już ani pogoda, ani nic nie może przeszkodzić. Włodek o tym też wiedział. Myślałam o nim od rana. On mnie rozumiał. Radził co robić w tej czy innej sytuacji, pomagał, opowiadał czy rozweselał. Pytał o Lwów. To miasto było dla niego ważne. Odległość zbliża ludzi. Chcą coś robić razem, prawie codziennie rozmawiać i czas od czasu się spotykać.

A w niedzielę rano wiadomość. Od naszej wspólnej koleżanki. Maria z żalem pisała, że mieli się spotkać za parę dni. Jak mógł nie zaczekać? I moje podobne pytania! Jak mógł nie zaczekać aż przyjadę? Rozmawialiśmy, chciał abym go odwiedziła. Mieliśmy się napić wódki lwowskiej którą lubił. Coś dobrego ugotować. Mieliśmy razem jeszcze przejść się po Lwowie. Mieliśmy wespół z innymi przyjaciółmi zrobić sobie zdjęcia w centrum Lwowa, pod pomnikiem Mickiewicza, na balkonie hotelu George, gdzie śpiewał Jan Kiepura. Mieliśmy tak dużo planów. Nie tylko swoich. Dla Polski! Włodek, wszystko co robił, to było dla Polski. „Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy”. To było hasło Włodka. Wszyscy je znaliśmy.

Od razu zawiadomiłam kilku naszych wspólnych przyjaciół w Polsce. Szok! Na początku dla nas wszystkich. Jak to? Taki człowiek! Za wcześnie! Co dalej? Napisaliśmy na Facebooku. A później informacja na Wirtualnej. I zdjęcie Włodka. No tak, zdjęcie. Znalazłam kilka w swoim archiwum. Jakże bez tego? Ale Włodek nie lubił się fotografować. Robił wyjątek dla przyjaciół. Nie udzielał wywiadów. Po cichu prowadził swoje wielkie dzieło – Wirtualną Polonię. Przekazywał ważną informację. Puszczał ją w świat do ostatnich dni. Żył tym. I łączył patriotów.

Patrzę na zdjęcie i widzę nas uśmiechniętych. Toć tylko parę lat minęło. To były urodziny. Włodka i Stanisława Michalkiewicza. Zawsze obchodzili je razem i wiedziałam jakie to dla Włodka miało znaczenie. Dzień? Trudno zapomnieć! 11 listopada. Nasza Niepodległość. To dlatego mu ta Polska marzyła się wolna i niepodległa. Śmialiśmy się, że z tym dniem mamy wszyscy coś wspólnego, gdyż ja swoje pierwsze dziecięce kroki zrobiłam właśnie w dniu 11. Listopada. Cieszyliśmy się razem.

Włodek, a my z nim, marzył o Polsce wolnej. Bez kłamstwa i obłudy. Z rządem, który dba o swoich obywateli. Gdzie przyświeca idea Polski wielkiej i niezależnej. Bez ubeckich i amerykańskich układów, których nie znosił. Niektórzy bali się podać mu rękę. Mógł głośno odpowiedzieć – „zdrajcom ręki nie podaję”. Miał na uwadze zdrajców Polski. I ten zdrajca czuł się przy nim, jakby był nagi. Bo wszyscy patrzą, a Pan Kuliński ręki nie podał. Stał spokojnie i patrzył.

Włodek był współfundatorem nagrody literackiej im. Mackiewicza, którą m. in. otrzymał reżyser najbardziej patriotycznego polskiego >>Teatru Nie Teraz<<, za książkę „Dom za żelazną kurtyną”.

I mnie namawiał do napisania książki. Z bardzo prostym tematem – jak się żyje Polakom we Lwowie? Myślałam, że jeszcze mam czas. Powtarzał często – „mogę nie mieć co jeść, ale na tą nagrodę fundusze muszę mieć”. Wielu zabiegało o jego względy. Mam na uwadze nie tylko kobiety w tym wypadku. Jeżeli mówił o kimś dobrze, to było największym wyrazem uznania w oczach innych.

To Włodek łączył wszystkich ludzi, którzy różnili się kardynalnie. To dzięki niemu spotykali się w jednym miejscu patrioci nie tylko z Polski, ale ze Szwecji, Węgier, Brytanii, Austrii, Ameryki czy Kanady. No i plus Lwów oczywiście, bo jestem ze Lwowa – kolebki kultury polskiej, o czym nigdy nie zapominał. Przeżywał jak sobie tu radzę. W tym roku Stanisław będzie po raz pierwszy obchodził swoje urodziny sam. Bez przyjaciela. W ubiegłym roku prawda też tak było, ale wiedzieliśmy, że Włodek ma badania. To nie tak dawno. To był listopad. Cześć Twojej Pamięci, Włodku!

A teraz? Pustka. Żal i rozpacz. Włodku, co bez Ciebie zrobimy? Cała nasza grupa Orderu Patriota? Cóż be ciebie poczniemy? To był order, który przyjąłeś z wielkim honorem. Cieszyłeś się. To było coś wyjątkowego. Wiem, że rządowego byś nie przyjął. To był order za działalność. Dla Polski. O której marzyłeś. Aby była taka, jak należy. Której wszyscy chcemy. A bez Ciebie nawet nie wiem jak to zrobimy…

Chociaż nie! Wiem! Będziemy działać nadal. A jeszcze napiszemy książkę. Pod tym samym tytułem co artykuł. Dla przyszyłych pokoleń. I spróbujemy ponownie po roku 2020. Tak przewidział pewien jasnowidz w wiosce Tego, co mógł już kiedyś zacząć pełnić takie funkcje, aby w Polsce działo się lepiej. Ten człowiek dał nam Ordery. I wtedy obiecaliśmy wspierać się nawzajem. Osobliwie w dążeniu do wolnej Polski. To nasz obowiązek. Teraz będziemy się jeszcze bardziej starać. Czas być może na partię Y? Bo X już było. Lub na coś równie dobrego, co by Polsce i Polakom służyło. I mamy nadzieję na twoją pomoc. Wciąż i nadal, bo bez twojej modlitwy za nami u Pana, sobie nie poradzimy. Masz teraz jeszcze poważniejszą funkcję. Wierzymy, że tak będzie. A zaczniemy działać już teraz. Połączymy jeszcze więcej ludzi. Tą książką. Bo taka była twoja funkcja. I tak już pozostanie. I niech te nasze sny o wolnej Polsce wreszcie się spełnią…

Maria Pyż

 

4 myśli w temacie “Człowiek który łączył. I śnił o Polsce. – Maria Pyż

  1. Piękny tekst Pani Marysiu. Ja pamiętam z rozmów jaki Włodek był zauroczony Panią, „odkryciem” Pani. Był pod dużym wrażeniem i mówił z wielką atencją chociaż ja wtedy nawet nie bardzo wiedziałem o kogo chodzi :).

    Polubienie

  2. Możecie mnie Państwo znielubieć, ale co tam. Literacko świetna robota, ale.. No właśnie zawsze jest jakieś ale. To moje ale odnosi się do ostatnich dwóch akapitów przesłania Pani Marii Pyż. Moim zdaniem czas glorii i chwały z przypinania orderów należy odłożyć do archiwum. Teraz trzeba ciężkiej i mozolnej harówy. Póki jeszcze taka możliwość istnieje. Jasnowidzenie nie może stanowić podwalin dla obecnie żyjących, ono z reguły odnosi się do bytów przyszłych. To tu i teraz, zasobami obecnie dostępnymi realizuje się nasz byt. Jak tego obecnego, naszego bytu nie zagwarantujemy, to w jaki sposób te przyszłe mają go sobie wyczarować? Wszelkie jasnowidztwa usypiają czujność. Partie? Przecież to nie partie ustalają naszą rzeczywistość. Mało nas i środków żadnych, to by była wyczerpująca i nie przynosząca żadnych korzyści inwestycja. Trendy się zmieniają. To nie partie polityczne będą istotnymi czynnikami. Aby cokolwiek osiągnąć to przede wszystkim należy się ZORGANIZOWAĆ. I to jest teraz najważniejsze.
    Pani Mario, proszę tylko bez urazy, to nie jest żaden personalny atak na Panią.
    pozdrawiam.

    Polubienie

  3. Piękny artykuł tylko ma jedna wadę żeby to wszystko byla prawda.Zgodzę sie ze łączył :polskich szowinistow w szczuciu na Ukraine i wszystko co bylo ,jest ukraińskie ,cos jak to robi Pani.Zagladdalem na jego strone i zauwazylem ze nawet posuwal sie do podstawiania falszywych dokumentów do osiągnięcia swojego celu.Gdy zwróciłem
    uwagę po prostu skasowal mnie z forum
    pisząc ze jestem Upainiec.Słyszałem jak Pani narzekala ze we Lwowie nie chcą oddać kościoła, to chyba cos podobnego robili i nadal robia pani rodacy w Bieszczadach .Z cerkwi na przykład w Ustrzykach dolnych zrobili magazyn, szczęśliwie jakoś po wielkich staraniach oddano ja na użytek Łemków z Akcji Wisła którzy o dwazyli się wrócić na swoje terytorium , w większości nie tylko nie chcą oddac ale d emoluja je a potem podpalaja, ostatnio puścili z dymem jedną kolo Komanczy.Ponadto Pani zi omkowie próbowali kiedys zmienić wszystkie nazwy miejscowości i tak np.Lodyna nazywala się Łączki i tak dalej.Na szczęście znow Polscy studenci zaczęli protestować i przywrócono stare nazwy.Dziwię się ze Ukraina jeszcze pania toleruje, jest tam pani jak Schetyna czy petru w Polsce, robi pani dobra robotę w sklocaniu jednego narodu z drugim piszac bzdury na tych gadzinowkach .kiedys ktos za to Pani wynagrodzi.Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  4. Szanowny Panie Alonzo, wnioskuję po stylu Pana wypowiedzi i tym, że stara się Pan używać polskiej czcionki, iż najprawdopodobniej jest Pan Polakiem. Zadencjunowanie Pani Marii Pyż, jako osoby działającej na szkodę zwyczajnych ludzi mieszkających w granicach obecnej Polski i Ukrainy, stawiać by mogło jej osobę w jednym szeregu z tymi, co to gnębiąc Polaków w czasach panowania żydobolszewii starali się wyrugować z życia publicznego wiarę i tradycję na podbitym przez tę żydobolszewię obszarze. Panie Alonzo, jeżeli potrafi Pan wznieść się, ponad zakłamanie płynące z budowanej mozolnie przez żydów , polskiej „historii”, to z pewnością nikt tutaj Pana kasować nie będzie. W innym przypadku uznam, że być może kryptoreklamą uwłaczana będzie godność Polski i Polaków i wówczas się pożegnamy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s