Polonia Brazylijska (1)


autor: Andrzej Grzeszczuk

Według współczesnych szacunków, chętnie przytaczanych przez media, liczebność Polonii, bądź wręcz Polaków w Brazylii ocenia się na blisko 1,5 mln. Już samo stwierdzenie „szacunki” zakłada daleko idącą niedokładność statystyczną, a dodać jeszcze należy, że podobnie mylące jest w tym przypadku określenie „Polacy”, a nawet „Polonia”. Aby nie odbiegać od prawdy, wypada napisać, że w Brazylii żyje obecnie według różnych szacunków od 800 tys. do 1,8 mln osób polskiego pochodzenia. Znacznie łatwiej dla odmiany opowiedzieć, skąd w Brazylii tak liczna reprezentacja narodu znad Wisły.

Wśród wielu opowieści o najdawniejszych kontaktach Polaków z Ameryką są i takie, które sięgają nawet wieków średnich. Pojawiały się w niegdysiejszej literaturze historycznej i popularnej hipotezy mówiące o polskich rycerzach z otoczenia Mieszka I i Bolesława Chrobrego, którzy wraz z wikingami docierali do Ameryki Północnej, o Polaku Janie z Kolna, który w służbie duńskiego króla wyprawił się za ocean jeszcze przed Kolumbem, o udziale w wyprawie Kolumba kilku Polaków i wreszcie – to już hipoteza z ostatnich lat – że Krzysztof Kolumb to ni mniej, ni więcej, tylko syn króla polskiego Władysława Warneńczyka. Według tej tezy władca ten, wbrew dotychczasowym ustaleniom, nie zginął w 1444 r. w bitwie z Turkami pod Warną, lecz ocalał i następnie osiadł na Majorce, należącej podówczas do Portugalii. Tam miał wstąpić w związek małżeński i spłodzić syna, który jako Cristobal Colon służył początkowo królowi portugalskiemu Janowi II, zaś potem w służbie Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego odkryć miał Amerykę.

Tyle hipotez, to, co twierdzić możemy z pewnością, to fakt, że pierwszy znany historykom kontakt mieszkańca ziem polskich z dzisiejszą Brazylią nastąpił w 1500 r. Płynąca do Indii, złożona z czternastu statków, portugalska flota, dowodzona przez Pedro Alvareza Cabrala, gnana wichrami zboczyła z kursu i 24 kwietnia przybiła do brazylijskich wybrzeży. Na pokładzie jednego ze statków, być może nawet jako pilot armady, znajdował się Gaspar da Gama – poznański Żyd, który przyjmując wiarę katolicką, przyjął nazwisko ojca chrzestnego, portugalskiego żeglarza i odkrywcy Vasco da Gamy. Niezwykłe życie Gaspara zaspokoiłoby żądzę przygód kilku niespokojnych duchów, a przypadek sprawił, że do swych licznych osiągnięć dodał także udział w odkryciu Brazylii.

Kolejni przybysze z Polski trafili do Brazylii wiek później. Pozostający w służbie holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej oficerowie Krzysztof Arciszewski, Zygmunt Szkop i Konstanty Wituski osiągnęli wysokie stopnie wojskowe, walcząc z Portugalczykami o utrzymanie posiadłości Kompanii na brazylijskim wybrzeżu.

Krzysztof Arciszewski, wywodzący się ze szlacheckiej rodziny z Wielkopolski, skazany wyrokiem sądu na opuszczenie kraju, służył jako żołnierz w wojnie trzydziestoletniej, zaciągając się pod sztandary obydwu stron konfliktu. Brał także udział po stronie francuskiej w słynnym oblężeniu La Rochelle. W 1629 r. wstąpił na służbę w holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej i jako kapitan przybył w 1630 r. do Brazylii, gdzie wziął udział w walkach z Portugalczykami o posiadłości holenderskie w tym kraju (obecnie stany Bahia i Pernambuco). Wracał do Brazylii jeszcze kilkukrotnie. W 1637 r. został nawet wicegubernatorem holenderskiej prowincji w Brazylii, a także wodzem naczelnym sił holenderskich w kolonii. Osiągnął ostatecznie stopień generała, zaś w 1639 r. opuścił na zawsze Brazylię. Podczas pobytu na kontynencie amerykańskim prowadził interesujące zapiski, dotyczące życia tubylczych plemion indiańskich. Warto wspomnieć, że Arciszewski w 1646 r. powrócił do Polski i objął dowództwo królewskiej artylerii, biorąc potem udział w wojnach z Kozakami i Tatarami.

Zapiski Arciszewskiego wykorzystał holenderski uczony Gerard Voss do opisu obyczajów plemienia Tapujów. Stanowią one pierwszy polski opis Indian brazylijskich.

“Istnieje zatem plemię Tapujów czy Tapujonów, mieszkające między rzekami Siara i Marantohon. Lud to koczujący na nieuprawnych pustkowiach, dziki i ludożerczy, nie osłaniający żadnej części ciała, nawet wstydliwych. Istotnie, gdy Holendrzy obdarzyli ich pewną ilością odzieży, nim jeszcze zdążyli nacieszyć się tą nowością, już po dwóch dniach pooddawali ją, bądź innym podarowali, lub po prostu porzucili… Wargi, policzki, nozdrza i uszy mieli przedziurawione, a w otworach umieszczali ozdoby z drzewa, kości, piór czy z czego innego. Broń ich składała się z maczugi z bardzo twardego drzewa, z tegoż i łuk, strzały natomiast z trzciny rzecznej, z niej również pociski długości włóczni… Tego jednak pominąć nie możemy, że jedzą ludzkie mięso. Ale sami uważają się za lepszych pod tym względem od innych ludożerców, ponieważ tamci jedzą mięso wrogów, oni zaś tylko przyjaciół, poległych w boju lub śmiercią naturalną, manifestując w ten sposób swą cześć i miłość dla zmarłych.”

Epizod brazylijski Konstantego Wituskiego trwał ledwie trzy lata – walczył wtedy u boku Arciszewskiego. Na dłużej natomiast związał się z Brazylią Zygmunt Szkop, który pełnił w latach 1646–1654 funkcje generalnego gubernatora posiadłości holenderskich w tym kraju.

W 1631 r. przebywał w Brazylii polski jezuita i męczennik za wiarę ks. Wojciech Męciński. Trafił tu przypadkiem, podobnie jak Gaspar da Gama. Statek, którym płynął do Goa w Indiach, atlantyckie wiatry zniosły na brazylijskie wybrzeże. Przymusowy pobyt wykorzystał ks. Męciński do sporządzenia opisu i mapy Pernambuko.

Jest także wysoce prawdopodobne, że między ponad setką polskich jezuitów, którzy w XVII i pocz. XVIII wieku wyruszyli w świat jako misjonarze, byli i tacy, którzy zakładali wśród Indian Guarani na pograniczu Paragwaju, Argentyny i Brazylii słynne osady misyjne – redukcje, spopularyzowane w filmie Rolanda Joffe „Misja”.

W 1784 r. zatrzymał się u wybrzeży brazylijskich, w drodze z Baltimore na Madagaskar, Maurycy Beniowski, uczestnik Konfederacji Barskiej, wsławiony brawurową ucieczką z zesłania na Kamczatce.

Pięćdziesiąt lat później pojawił się w Brazylii jeden z najsłynniejszych podróżników polskich, wsławiony późniejszymi odkryciami w Australii, Paweł Edmund Strzelecki. Po opuszczeniu Stanów Zjednoczonych udał się na pokładzie statku do Rio de Janeiro, zaczynając w ten sposób południowoamerykański etap podróży. Z pokładu żaglowca zszedł 22 stycznia 1836 r. Tutaj również był świadkiem przybycia do portu żaglowca z afrykańskimi niewolnikami. Widok ten doprowadził Strzeleckiego do poważnego kryzysu wiary w cywilizację europejską: “Pióro wypada mi z ręki, twarz ukrywam ze wstydu i upokorzenia na myśl o klęskach spowodowanych przez występki bliźnich moich.” W Ameryce Południowej Strzelecki spędził ok. półtora roku, przemierzając kontynent w poprzek i opływając jego wybrzeża.

W jednym z późniejszych listów tak skrótowo przedstawił swoje wyprawy na tym kontynencie: “…Tu opuściłem ostatecznie Stany Zjednoczone, by udać się do Brazylii. Odwiedziłem Rio de Janeiro, zbadałem prowincję São Paulo i Minas Gerais, później wpłynąłem na La Plata, wstąpiłem do Montevideo i wylądowałem w Buenos Aires. Przebyłem Rzeczpospolitą Argentyńską wszerz przez Kordobę i Mendozę, zbadałem okolice bogate w minerały – przebyłem Kordyliery albo Andy i z Santiago w Chile udałem się na północ do Coquimbo, później na południe do Concepcion. W Valparaiso zaokrętowałem się celem zbadania wybrzeża Pacyfiku – zwiedziłem Limę, Guayaquil, Punta Arenas, San Salvador, Acapulco, St. Blas, Mazatlan i Guayamas; zbadałem zatokę i Półwysep Kalifornii na północ aż do Avispe – następnie odwiedziłem najważniejsze kopalnie, cofnąłem się do Tepu-Xalisco, wróciłem do St. Blas, aby zaokrętować się do Chile…”

W marcu 1838 r. zatrzymał się w Rio de Janeiro Ignacy Domeyko, towarzysz Adama Mickiewicza, uczestnik powstania listopadowego, podążający z Europy do Chile, gdzie oczekiwała na niego posada wykładowcy w szkole górniczej w Coquimbo, na północy kraju. Mimo krótkiego pobytu Domeyko pozostawił po sobie barwny opis święta Niedzieli Palmowej, wypadającej wówczas 8 kwietnia.

“Nazajutrz przypadało wielkie kościelne święto, jedno z najmilszych, święto Wierzbnej, a jak tu palmą zowią, Palmowej niedzieli. Z wieczora, już w sobotę, małe dzieci czarne i białawe, biegały po ulicach z długimi palmami i jakimiś z zielonej kory trąbkami. Z rana kościoły wszystkie były napełnione, w nich miły chłodek, pełno zieloności, świeżość w ustrojeniu ołtarzów, zapach kwiatów i dziwnie przyjemna spokojność. Szedłem jeszcze ze ściśniętym sercem od widoku tej ludności czarnej, która tak upodlona pracuje w niewoli, nagości, pogardzie i ukrzywdzona wydaje się być od samej nawet natury kolorem i organizacją. Ale ledwo kościelny próg przestąpiłem, otworzyły mi się oczy i lżej mi się na duszy zrobiło. Tu znikła różnica koloru, różnica ras, siły, przemysłu i bogactwa. Czarni i biali, wszyscy pospołu klęczą, bez żadnego odróżnienia miejsc, wyjąwszy małe po bokach odgrodzenia dla kobiet. Wszyscy tu już bracia, dzieci jednego Boga: równość radykalna.”

Ani Strzelecki, ani Domeyko nie zdawali sobie prawdopodobnie sprawy z faktu, że już od co najmniej dziesięciu lat w Brazylii znajdują się pierwsi polscy osadnicy.

Polska rozdzielona pomiędzy trzy państwa zaborcze wówczas formalnie nie istniała, jednak Polacy, jako obywatele Prus, znaleźli się wśród pierwszych niemieckich osadników, którzy przybyli do stanu Santa Catarina w latach 1824–1829 i osiedli w kolonii Blumenau. Przybysze pochodzili głównie z Wielkopolski, Pomorza i Śląska i stanowili niewielki ułamek większej, niemieckiej fali osadniczej. Zanurzeni w niemieckim, niechętnym polskości otoczeniu, cierpieli szykany ze strony sąsiadów. Tocząca się na terenie zaboru pruskiego walka z żywiołem germańskim, walka o polski język, polską tożsamość, przeniosła się za ocean, do Nowego Świata. Polaków było zbyt mało, aby mogli myśleć o utworzeniu samodzielnych, polskich osad, czemu zresztą sprzeciwiali się stanowczo, używając niekiedy przemocy, Niemcy, zabrakło także przywódcy – organizatora, który mógłby Polaków poprowadzić.

Sytuacja uległa zmianie dopiero, gdy do Brazylii przybył Sebastian Woś. Pełen energii, wysoce uzdolniony polski chłop ze Śląska Opolskiego, początkowo, po ukończeniu gimnazjum, myślał o studiach uniwersyteckich we Wrocławiu. Obawa przed służbą wojskową skłoniła go do ucieczki za ocean. Po rocznym pobycie w Argentynie i Urugwaju, w 1868 r. przybył do Brazylii i osiadł w kolonii Blumenau. Odtąd przyjął nowe nazwisko i w historii polskiego osadnictwa w Brazylii znany jest jako Edmund Sebastian Woś Saporski. Szybko stał się naturalnym przywódcą polskiej społeczności. Rozwiązania polsko-niemieckich napięć upatrywał w stworzeniu odrębnych, polskich osad, o ile możności w dużym oddaleniu od kolonii niemieckich. Wraz z proboszczem Blumenau, księdzem Antonim Zielińskim, przystąpił do realizacji planu, którego pierwszym etapem było wystosowanie petycji w sprawie polskich osad do cesarza Pedra II. Równocześnie rozpoczął starania o sprowadzenie z ziem polskich większej liczby osadników. W 1869 r. przybyła pierwsza zwarta grupa 16 polskich rodzin ze Śląska. Zgoda na polskie osady nie została jeszcze udzielona i władze uznały osadników za Niemców, a w ślad za tym osiedliły przybyszów w niemieckiej kolonii Brusque, w stanie Santa Catarina. Mimo energicznych przeciwdziałań Niemców, ks. Zieliński i Woś Saporski uzyskali w końcu zgodę na powstanie polskich osad w stanie Parana. W lipcu 1871 r. 32 polskie rodziny z kolonii Blumenau i Brusque, w sumie 164 osoby, opuściły nocą potajemnie niemieckie osady i przybyły do Kurytyby. Na przydzielonej im ziemi powstała pierwsza polska osada w Brazylii – Pilarzinho (Pielgrzymka). Wkrótce, w 1874 r. powstała kolejna – Abranches, założona przez polskich osadników z Prus, a za nią następne, tworząc wokół Kurytyby prawdziwy polski obwarzanek – z czasem region ten zyskał miano Nova Polonia. Kolejne grupy osadników zajmowały grunty w stanach Santa Catarina i Rio Grande do Sul, Espirito Santo, niektórzy, nieliczni, trafiali także do miast, przede wszystkim Rio de Janeiro i Sao Paulo. Sam Woś Saporski, uzyskawszy uprawnienia geometry, nadal angażował się w organizację polskiego osadnictwa. Wytyczał tereny pod zagospodarowanie, brał także udział w pracach mierniczych przy budowie dróg i linii kolejowych. Nie poniechał również udziału w polskim życiu społecznym i kulturalnym. Był współzałożycielem pierwszego polskiego stowarzyszenia w Brazylii – Towarzystwa im. Tadeusza Kościuszki, którego został wiceprezesem, przez wiele lat był także redaktorem, wydawanego w Kurytybie, „Głosu Polskiego”, czasopisma, do którego powstania również się przyczynił. W 1912 r. został wybrany deputowanym do parlamentu stanowego Parany. Zmarł w 1933 r., wcześniej za zasługi dla polskiego osadnictwa został odznaczony w 1924 r. Orderem Odrodzenia Polski.

Do chwili wybuchu „gorączki brazylijskiej” liczba osiadłych tu Polaków ograniczała się do kilkunastu tysięcy, przybyłych głównie ze Śląska, Wielkopolski i Pomorza.

Największa fala emigrantów ruszyła po 1890 r. Zniesienie niewolnictwa i wprowadzenie ustroju republikańskiego spowodowało gwałtowny wzrost zapotrzebowania na osadników zdolnych do zagospodarowania ogromnych obszarów Brazylii. Propaganda brazylijskich emisariuszy trafiała na podatny grunt wśród polskich chłopów. Sprzyjał temu głód ziemi, nędza, niski poziom wykształcenia i, nie zawsze zgodne z rzeczywistością, wyobrażenia o dostatnim życiu w nowym świecie. Tych, którzy docierali do Brazylii w czasach gorączki, czekało niejednokrotnie rozczarowanie. Tereny korzystnie położone, żyzne i nieodległe od dużych ośrodków miejskich były już zajęte. Pozostawały ziemie w głębi kraju, zalesione, często bronione przez Indian, wymagające wielkiej pracy i ogromnego samozaparcia. Osadnicy polscy trafiali teraz także do stanów Mato Grosso, Minas Gerais, São Paulo, Rio Grande do Sul, a także do zasiedlanych już wcześniej Santa Catarina i Parana.

 

http://poloneses.org/pl/polonia_brazylijska.html

Polonia Brazylijska (2)

Reklamy

One thought on “Polonia Brazylijska (1)

  1. Pingback: Polonia Brazylijska (2) – example877254

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s